Kontakt

Warszaw@trzaskowski_: Państwo bez wolnych sądów sprzyja cwaniakom

PiS rządzi i “reformuje” wymiar sprawiedliwości już 3 lata. I czy działa on szybciej? Nie! Bo tu nie chodzi o sprawy Polaków, a o to by zapewnić nietykalność działaczom PiS!”

Komentarze społeczne (archiwum działalności: “Platformy Obywatelskiej”:

Co robiła platforma przez 12 lat ?, no właśnie to:

Lista gwałtów na Polsce i zabieranie dobra Polakom, tak “Platforma Obywatelska” działa od wielu lat

1/.469 – Podcast (źródło: RadioParrot.com) – Rządy ‘Platformy Obywatelskiej’ w Warszawie

2/.469 – publikacja: opublikowano: 19 grudnia 2012 · aktualizacja: 19 grudnia 2012

Oszustwa Hanny Gronkiewicz Waltz. Wielka lipa, jaką funduje Warszawie jej prezydent

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz Waltz przedstawiła Radzie Warszawy do akceptacji projekt budżetu na rok 2013. Dochody m.st. Warszawy według projektu Pani Prezydent powinny sięgnąć 13, a wydatki prawie 14 miliardów złotych. Po dokładnym zapoznaniu się z projektem nasuwa się jednak refleksja. Budżet zaproponowany przez HGW to lipa, to wielkie oszustwo.

Przyjrzyjmy się dochodom stolicy. Od dwóch lat nie udaje się Warszawie pozyskać zaplanowanych środków. O ile w 2011 r. różnica między planem a wykonaniem wyniosła „ledwie” 100 milionów zł o tyle wszystko wskazuje , że w 2012 r. niedobór dochodów sięgnie już prawie 700 milionów. Zupełnie nierealne wydaje się zatem osiągniecie założonego w projekcie budżetu na 2013 r. wzrostu w stosunku do planu na 2012 r. dochodów o 550 milionów zł. W stosunku do prawdopodobnego wykonania za 2012 r. byłby to wzrost o 1,2 miliarda czyli o 10 % . A przecież rok 2013 zapowiada na tyle źle, że nie można mówić o wzroście wpływów z podatków (udział w PIT i CIT, PCC), które stanowią podstawę budżetu m. st. Warszawy. A zatem projekt budżetu po stronie dochodów zapowiada się zupełnie nierealnie.

Przedstawiony plan wydatków jest równie niewiarygodny jak plan dochodów. Ale trzeba przyznać, że Hannie Gronkiewicz Waltz łatwiej przychodzi wydawanie naszych podatków niż ich pozyskiwanie. Wydatki bieżące w ostatnich latach w Warszawie wzrastały w tempie ok. 500 milionów zł rocznie. Hanna Gronkiewicz-Waltz zaplanowała mniejszy wzrost, ale brak jest przesłanek wskazujących na to, by udało się utrzymać dyscyplinę wydatków na poziomie gwarantującym mniejszy niż 500 milionowy przyrost kosztów bieżących funkcjonowania miasta. Skąd to przekonanie? Zarówno z doświadczenia jak i z danych z projektu budżetu. Popatrzmy na pozycję odszkodowania z tytułu dekretu Bieruta oraz za grunty przejęte pod budowę dróg. Jak twierdził podczas debaty budżetowej szef klubu PO Jarosław Szostakowski tylko na roszczenia reprywatyzacyjne Warszawa w 2011r. przeznaczyła 300, a w 2013 r. powinna przeznaczyć ok. 500 milionów zł. A w projekcie budżetu na te cel przewiduje się … 36,6 milionów zł. Dlaczego tak mało? Hanna Gronkiewicz-Waltz podczas debaty budżetowej nie potrafiła logicznie tego wytłumaczyć. Jedno jest pewne – budżet Warszawy powinien wyglądać zupełnie inaczej niż przedstawiła to radnym Hanna Gronkiewicz –Waltz.

Polecam prześledzenie sposobu w jakim Hanna Gronkiewicz-Waltz przedstawiła opinii publicznej wydatki inwestycyjne stolicy. Ogłosiła, jak co roku, że zaplanowała wydatki inwestycyjne miasta na „rekordowym poziomie”. W tym roku „” to 3,3 miliarda zł. I przedstawiła radnym wykres środków przeznaczanych na inwestycje warszawskie w ostatnich latach.:

Problem w tym, że w latach 2009-2012 na wykresie użyto danych z wykonania wydatków inwestycyjnych a słupek na 2013 r. ilustruje plan wydatków. Przypomnę, że wykonanie inwestycji za rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz prawie zawsze było sporo niższe od zakładanych planów. Ale taka mała manipulacja co roku pozwala Hannie Gronkiewicz-Waltz na powtarzanie kitu o „rekordowych” inwestycjach.

Po uzupełnieniu wykres jest już zupełnie mniej imponujący. Znamienne jest, że im więcej zaplanowała HGW na inwestycje, tym mniej wydawała

Należy podkreślić, że wydatki inwestycyjne na 2013 rok zapowiadają się równie przeszacowane, co dochody. Na samo metro zaplanowano prawie 2 miliardy zł, ale oczywiście jest to plan zupełnie życzeniowy, bo II linia metra w roku 2013 nie będzie oddana jak pierwotnie zaplanowano, czyli spokojnie co najmniej 1 miliard zł pozostanie niewykorzystany

Przy okazji badania budżetu m. st. Warszawy zwrócić uwagę na zjawiska, które uwidaczniają upadek cywilizacyjny Warszawy za rządów Platformy Obywatelskiej i Hanny Gronkiewicz-Waltz. Aby nie nudzić – przytoczę dwa jaskrawe przykłady. Pokusiłem się i zliczenie, ile Warszawa wydawała na zakup nowych pozycji do bibliotek na przestrzeni ostatnich lat oraz ile zaplanowano na 2013 r. Wydatki te ilustruje poniższy wykres:

Chyba nie trzeba tych danych szerzej komentować, liczby mówią same za siebie. Dodam tylko, że największa dzielnica Warszawy – Mokotów w budżecie na 2012 r. na zakup książek przeznaczyła 0 (słownie: zero) złotych. A w 2013 r. oprócz Mokotowa, do grupy dzielnic z zerowym budżetem na zakup nowych książek, dołączy min. Śródmieście.

Drugi przykład dotyczy stopniowej degeneracji komunalnego zasobu mieszkaniowego. W 2008 r. Hanna Gronkiewicz Waltz drastycznie podwyższyła czynsze w mieszkaniach komunalnych (od 200 do 300% w zależności od lokalizacji mieszkania). Używała wówczas prostego argumentu: wyższe czynsze – więcej pieniędzy na remonty kamienic. Zobaczmy jak dotrzymała słowa. Poniższy wykres ilustruje wpływy z czynszów i wydatki na remonty kamienic na przestrzeni ostatnich lat z uwzględnieniem projektu budżetu na rok 2013:

Generalnie jest dokładnie odwrotnie, niż nam Pani Prezydent obiecywała: wyższe czynsze – mniej na remonty.

Rządy Hanny Gronkiewicz Waltz w Warszawie to sprytne oszustwo sprawnie opakowane w PR-owską bibułę. Mam nadzieję, że wkrótce ta bibuła okaże się zbyt mała i zbyt prześwitująca by ukryć wielka lipę jaką nam funduje Hanna Gronkiewicz Waltz.

Mam nadzieję, że już ostatnią kadencję.

Maciej Wąsik

Przewodniczący Klubu Radnych
Prawa i Sprawiedliwości
w Radzie Warszawy

źródło: wPolityce.pl

3/.469 – Afera reprywatyzacyjna: Gronkiewicz-Waltz wzięła łapówkę? Jest śledztwo

publikacja 8 luty 2017 14:55 (dorzeczy.pl

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie 2,5 mln zł przez prezydent m. st. Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz lub jej zastępcę – informuje Onet.

Chodzi o warte ok. miliard złotych 40-hektarowe grunty na Saskiej Kępie, gdzie znajdują się ogródki działkowe. Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte na podstawie zawiadomienia Jana Śpiewaka, warszawskiego radnego ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga sprawdzi, czy prezydent Warszawy lub jej zastępca zaniechali realizacji czynności służbowej w zamian za przyjęcie korzyści majątkowej w kwocie 2,5 mln zł. Zaniechanie miało polegać na czasowym wstrzymaniu się od sporządzenia planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu ogrodów działkowych przy Saskiej Kępie w rejonie ul. Kinowej, al. Stanów Zjednoczonych oraz al. Waszyngtona w Warszawie.

4/.469 – “Kulisy warszawskiego ratusza”. Wojciechowicz o przekrętach wyborczych w PO. Mamy fragmenty książki

publikacja: wiadomosci.wp.pl Michał Wróblewski 26-07-2018 (09:37)

“W wyborach warszawskiej PO politycy pokazali swoje krętactwa. Manipulacje wokół tych wyborów przez lata ewoluowały. Taki styl rządzenia doprowadzi Platformę do katastrofy” – pisze w swojej książce były polityk PO Jacek Wojciechowicz. Mamy fragmenty, które publikujemy przedpremierowo.

Jacek Wojciechowicz – były wiceprezydent Warszawy i polityk PO – rozlicza się ze swoją dawną przełożoną Hanną Gronkiewicz-Waltz, która wyrzuciła go po 10 latach pracy w ratuszu. Uderza też w byłych kolegów z Platformy Obywatelskiej. Już wkrótce w – jak sam zapowiada – “sensacyjnej” książce, ujawni tajemnice urzędu, w którym spędził blisko dekadę.

Michał Wróblewski
26-07-2018 (09:37)
“Kulisy warszawskiego ratusza”. Wojciechowicz o przekrętach wyborczych w PO. Mamy fragmenty książki
“W wyborach warszawskiej PO politycy pokazali swoje krętactwa. Manipulacje wokół tych wyborów przez lata ewoluowały. Taki styl rządzenia doprowadzi Platformę do katastrofy” – pisze w swojej książce były polityk PO Jacek Wojciechowicz. Mamy fragmenty, które publikujemy przedpremierowo.
Jacek Wojciechowicz, były polityk PO i wiceprezydent Warszawy.

Jacek Wojciechowicz – były wiceprezydent Warszawy i polityk PO – rozlicza się ze swoją dawną przełożoną Hanną Gronkiewicz-Waltz, która wyrzuciła go po 10 latach pracy w ratuszu. Uderza też w byłych kolegów z Platformy Obywatelskiej. Już wkrótce w – jak sam zapowiada – “sensacyjnej” książce, ujawni tajemnice urzędu, w którym spędził blisko dekadę.

Zobacz więcej: “Oni ci nigdy nie wybaczą”. Wojciechowicz promuje książkę o warszawskim ratuszu

TYLKO W WP: Jacek Wojciechowicz wydaje książkę: “Kulisy warszawskiego ratusza”

Dziś Wojciechowicz jest prezesem Instytutu Rozwoju Warszawy i kandydatem na prezydenta stolicy. Książka “Kulisy warszawskiego ratusza” – napisana wraz ze znaną dziennikarką Magdaleną Rigamonti – siłą rzeczy staje się istotnym elementem jego kampanii wyborczej. Premiera w piątek, 27 lipca. Wirtualna Polska już dziś publikuje niektóre jej fragmenty.
Wojciechowicz o rządach Grzegorza Schetyny: “Doprowadzą do katastrofy”. O wyborach w PO: “Krętactwo”

“Taki styl rządzenia w Warszawie doprowadzi prędzej czy później Platformę do katastrofy, a na pewno daje dużą szansę na zwycięstwo PiS-u w wyborach parlamentarnych w 2019 roku. Taki sposób uprawiania polityki, jaki prezentuje Schetyna, liderzy warszawskiej PO, czyli Andrzej Halicki i Marcin Kierwiński, stosowali już dużo wcześniej. Moim zdaniem to oni są największymi utrwalaczami władzy PiS-u w Polsce.

W dodatku to cynicy, bo wiedzą, że prowadząc nawet tak pokrętną politykę, zostaną wybrani z tego powodu, iż warszawiacy w swojej większości po prostu nie cierpią PiS-u. Ale kiedyś się pomylą i oby jak najszybciej, bo okaże się, że mieszkańcy stolicy wkurzą się nie tylko na PiS, ale i na PO, znajdą alternatywę i nie zagłosują na mniejsze zło, jakim jest PO. Zresztą, w wyborach wewnętrznych warszawskiej Platformy politycy już pokazali swoje krętactwo i to nie raz. Manipulacje wokół tych wyborów przez lata ewoluowały. Najbardziej prostą formą było rozdawanie na wyborach ściąg z nazwiskami osób, których nie należy skreślać, czyli które miały zostać wybrane. Ale był to proceder skomplikowany, bo wymagał z jednej strony dużej pracy delegatów, którzy ślęczeli nad listami, a z drugiej ryzykowny, bo ściągi nie zawsze trafiały do właściwych osób”

O te słowa Wojciechowicza pytamy wspomnianego Marcina Kierwińskiego. Ten podważa wersję byłego wiceprezydenta: – Pan Jacek Wojciechowicz mija się z prawdą, odgrzewa stare kotlety i insynuacje, które nie mają żadnego potwierdzenia w faktach. Ale w tym wszystkim jest jedna rzecz bardzo ciekawa. Najważniejsza w życiu polityka jest wiarygodność. Jak wiarygodny może być człowiek, który przez lata był wiceprezydentem Warszawy, wiceszefem warszawskiej PO, wybieranym w tych wyborach, o których pisze, a który dopiero teraz, nagle w przed wyborami na prezydenta, o tym wszystkim mówi? – pyta retorycznie Kierwiński.

– Dlaczego Wojciechowicz tego wcześniej nie widział? Jest politykiem całkowicie niewiarygodnym. Przemawia przez niego chęć rewanżu, dlatego, że w atmosferze afery reprywatyzacyjnej odchodził z ratusza – dodaje polityk PO, podkreślając, że wybory wewnętrzne w Platformie zawsze były “transparentne i demokratyczne”.
WP

Wojciechowicz ma inne zdanie. W kolejnych fragmentach książki, które publikujemy poniżej, ostro atakuje obecnego lidera Platformy.

Wojciechowicz o zwolnieniu z ratusza przez Hannę Gronkiewicz-Waltz: “Żądanie Schetyny”

“Nie zrobiłaby tego, gdyby nie zażądał tego od niej Grzegorz Schetyna. Zaszantażował ją, że jeśli mnie nie zwolni, to nie będzie jej bronił. Ale straci fachowca. Cóż, czasami człowiek postawiony pod murem podejmuje błędne decyzje, nawet wbrew sobie. Moim zdaniem ogrom tego, co zrobiliśmy wspólnie, powinien zapewniać jej zwycięstwo w każdych wyborach w pierwszej turze z siedemdziesięciopięcioprocentowym poparciem (…)”.
Kulisy odwołania Wojciechowicza: “Równie dobrze mógłbym podać się do dymisji za Smoleńsk”

“Jest późny wieczór. Koniec sierpnia 2016 roku. Koło godziny dwudziestej trzeciej. Wróciłem właśnie z pracy, z Ratusza. Telefon od szefowej, od Hanny Gronkiewicz-Waltz. Słyszę, jak mówi, że jest z chłopakami i rozmawiają o sytuacji, o reprywatyzacji, o aferze, i jest taka propozycja, żebym podał się do dymisji. Ja, że to chyba jakieś żarty, jaja po prostu. Ja? A z jakiej okazji? Ona, że ta sprawa reprywatyzacji źle wygląda i że Jarek Jóźwiak już się zgodził. I że chłopaki – Grzegorz Schetyna i Sławek Neumann – uważają, że tak będzie lepiej.

W sekundę uświadomiłem sobie, że chcą mnie po prostu załatwić. Czyli podaję się do dymisji i w ten sposób przyznaję się, że miałem coś wspólnego z reprywatyzacją. Hanka daje słuchawkę Neumannowi, on opowiada, że tak trzeba, że dla dobra partii, że musimy ratować Hankę… A ja już wiem, o co im naprawdę chodzi. Mówię, żeby wybili sobie z głowy dymisję, że mogą mnie odwoływać i pięć razy, ale ja się do dymisji z takich powodów nie podam. I nie wezmę na siebie winy za reprywatyzację, zwłaszcza że nigdy się nią nie zajmowałem. Rozmowa skończyła się moim krótkim spier…

Po czterdziestu pięciu minutach HGW dzwoni ponownie i mówi, żebym był przygotowany, że o siódmej rano na briefingu przed siedzibą “Gazety Wyborczej” ogłosi, że ja i Jóźwiak podaliśmy się do dymisji. Tłumaczę jej, że od lat przy jej obojętności, a nawet przyzwoleniu kopią pode mną w Ratuszu dołki, a teraz ona próbuje mi odebrać ostatnią rzecz, jaka mi pozostała, czyli moją uczciwość. Rozłączamy się.

O pierwszej w nocy znowu telefon. Znów Hanka. Mówi, że rozmawiała z mężem i z kilkoma innymi osobami i że podjęła decyzję, że nas nie zwolni, bo to byłoby nieuczciwe (…)”

“[Hanna Gronkiewicz-Waltz] zapytała wprost: “Co robimy?”. Widziałem, że te partyjne naciski coraz bardziej ją stresują. Do tego stopnia, że zaczęła się zastanawiać, czy nie odciąć się od Platformy i nie zostać prezydentem niezależnym. Koniec końców stanęło na tym, że do Schetyny, do Czytelnika (w budynku Czytelnika na Wiejskiej są biura PO), pojedziemy we trójkę. Byliśmy punktualnie. I czekaliśmy na przewodniczącego ze czterdzieści minut. Swoją drogą to co najmniej niekulturalne, żeby tyle czasu kazać czekać na siebie prezydentowi największego miasta w Polsce. Teraz myślę, że Grzegorz mógł to zrobić celowo, że to była taktyka, by dodatkowo Hankę upokorzyć i zmiękczyć. Przyszedł z Neumannem. Rozmawialiśmy godzinę. I znowu słyszę, jak Schetyna mówi, że to byłby naprawdę bardzo dobry pomysł, byśmy się podali do dymisji, że to oczyściłoby sytuację, spowodowało, że zeszłoby powietrze. Boże, przecież równie dobrze mógłbym się podać do dymisji z powodu katastrofy smoleńskiej, bo ani z jedną, ani z drugą sprawą nie miałem nic wspólnego. Nie wierzyłem, że biorę w tym wszystkich udział. Na koniec przy wyjściu Schetyna ze swoim charakterystycznym uśmiechem stwierdził, że będziemy jeszcze nad tym pracować. Nad tym, czyli nade mną, nad moim odwołaniem (…)”.

“Teraz doskonale widać, że ci ludzie z Grzegorzem na czele nie byli w stanie wznieść się ponad sprawy partyjne, zrozumieć, że skoro miasto dobrze pracuje, to Platforma ma dobre notowania. Nie byli w stanie przyznać, że Warszawa tak działa w dużej mierze również dzięki mojej pracy. Dla nich ważne było tylko to, by na stanowiskach decyzyjnych w mieście mieć swoich ludzi, do których jak się zadzwoni, pstryknie palcem, to będzie tak, jak się chce”
Wojciechowicz o “natrętach” w ratuszu. “Siekiera i bombonierka”

“Zdarzały się bardzo różne sytuacje. Raz przychodzi nagle facet z siekierą, innym razem jakaś pani z bombonierką wyjedzoną do połowy. Pewnego dnia stoję pomiędzy sekretariatem a gabinetem, otwierają się drzwi, wchodzi elegancko ubrany mężczyzna i mówi: „Dzień dobry, nazywam się… (przez litość pominę jego nazwisko), jestem wiceministrem zdrowia, reprezentuję rząd najjaśniejszej Rzeczpospolitej i nikt się mną nie zajmuje”. Przebiegłem myślą w pamięci, czy umawiałem się z jakimś ministrem, ale wyszło mi, że nie.

Oczywiście, zdarzały się sytuacje, że o czymś zapominałem i potem okazywało się, że w jednym czasie miałem umówione trzy spotkania, albo mylił się sekretariat i wysyłał mnie do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na uroczystość przywitania premiera jakiegoś kraju, która w praktyce okazywała się być dnia następnego. Ale w tym przypadku wszystko było w porządku – na pewno nie byłem z nim umówiony. Pan wiceminister jednak twardo demonstrował swoje niezadowolenie, mówiąc, że jest już trzy po jedenastej, a spotkanie miało być o jedenastej… Szczęśliwie stałem akurat pod zegarem, który wisiał w sekretariacie nad drzwiami wejściowymi. Wtedy powiedziałem: „Panie ministrze, ze mną się pan nie umawiał, a tak swoją drogą, jest dopiero za trzy jedenasta”. A on na to: „Na moim jest już trzy po”. No to ja: „Szanowny panie ministrze, to musi pan sobie kupić lepszy zegarek”. Potem okazało się, że miał spotkanie z wiceprezydentem Jakubiakiem. Ale skargę napisał na mnie, na Jakubiaka zresztą też. Takie sytuacje to jednak epizody. Większość interesantów przychodziła w ważnych sprawach. A moje biurko było obłożone papierami. (…)”
Wojciechowicz o Inwestycjach: “9, a nie żadne 17 miliardów”

“Różni politycy po prostu plotą bzdury. Warszawa uzyskała około dziewięciu miliardów złotych z Unii i wszystko jest udokumentowane.

Dziennikarka: Na co poszły te pieniądze? Na inwestycje?

Głównie. Przede wszystkim na budowę metra, zakup taboru metra, na nowe autobusy, tramwaje, budowę i przebudowę ulic, Centrum Nauki Kopernik, Muzeum Polin, oczyszczalnię Czajka, remonty szpitali. Kiedy słyszę, że Warszawa w ostatnich latach tak się zmieniła, to jestem naprawdę dumny, bo wiem, że to zasługa tych ogromnych pieniędzy, dobrego nimi gospodarowania i wysiłku wielu ludzi. Grzegorz Schetyna powiedział w telewizji, że Warszawa zrobiła ogromny skok cywilizacyjny. Niestety, nie dodał, kto za tym skokiem stoi. Bo musiałby wymienić również moje nazwisko, nazwisko człowieka, którego chciał zniszczyć, poświęcić. A na konferencji prasowej 8 września 2016 roku prezydent Gronkiewicz-Waltz wyraźnie zaznaczyła, że moje odwołanie nie ma nic wspólnego z reprywatyzacją, tylko z małą liczbą inwestycji. Nie przeszkadzało jej to trzy tygodnie później na konferencji w Centrum Nauki Kopernik powiedzieć, że od dziesięciu lat mamy w Warszawie boom inwestycyjny… Albo mamy boom, albo inwestycji jest za mało. Trzeba się na coś zdecydować. (…)

5/.469 – Hanna Gronkiewicz-Waltz (pseud: HGW) zniknęła. Oskarżony opowiedział o przekrętach w ratuszu i pociągnął ją na dno

publikacja: Redakcja wRealu24 Utworzony 19 marca 2018

Hanna Gronkiewicz-Waltz przepadła! Prezydent Warszawy znalazła się w ogromnych tarapatach po tym, jak swoje zeznania złożył znany mecenas, oskarżony o czynny udział w złodziejskiej reprywatyzacji.

Gronkiewicz-Waltz już się nie wywinie! – podaje z całą pewnością dziennik „Fakt”, który należy raczej do tytułów niezbyt przychylnych rządowi. Wszyscy już mają pewność, że sytuacja niedawnej w-ce przewodniczącej Platformy Obywatelskiej jest tragiczna.
HGW w tarapatach

Musiałby się stać cud, żeby Hanna Gronkiewicz-Waltz udowodniła swoją niewinność. Zwłaszcza po dzisiejszych zeznaniach, które są obciążające dla najbliższych współpracowników prezydent Warszawy i dla niej samej.

Choć stanowisko Ratusza od miesięcy się nie zmienia, nowe fakty nie pozostawiają wątpliwości. Narracja Hanny Gronkiewicz-Waltz brzmi następująco: Ratusz nic o reprywatyzacyjnych przekrętach nie wiedział.

Jednak teraz okazuje się, że wiedział. I to aż za dobrze. W sprawę zamieszani są bowiem ważni urzędnicy przy Hannie Gronkiewicz-Waltz. Na stronie TVP Info pojawiła się sugestia, że handlarz kamienic korumpował ludzi w Ratuszu. Potwierdzają to zeznania kluczowego świadka-oskarżonego.

Obciążające środowisko Hanny Gronkiewicz-Waltz zeznania złożył dziś mec. Robert N. Mężczyzna jest w areszcie w związku z aferą reprywatyzacyjną. Już wkrótce poznamy ich treść. – Myśmy się spodziewali tego, że ten krąg milczenia zostanie przełamany, że ktoś siedząc w areszcie we Wrocławiu zacznie „sypać” i te informacje zostaną ujawnione: w jakiej skali, kto otrzymywał łapówki i w jakiej wysokości – powiedział w rozmowie z TVP Info Jan Popławski, prawnik, członek Stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze”. – To była kwestia czasu – dodał.
Mafia u HGW

– Z tych zeznań, do których dotarliśmy, a które jutro bardzo szeroko będzie można przeczytać w tygodniku „Sieci” wynika jedno: warszawski ratusz i mafia w białych kołnierzykach tworzyli jedno wielkie bagno reprywatyzacyjne, w którym 20 tys. zł łapówki to grosze. W materiałach, które będziemy publikować, (łapówki – red.) idą już w grube miliony – powiedział dla TVP Info Wojciech Biedroń z portalu wPolityce.pl.

– To wszystko działo się niemal pod nosem Hanny Gronkiewicz-Waltz – dodał Biedroń. Faktem jest, że gdy Hannie Gronkiewicz-Waltz zostanie udowodniony udział w tej aferze (a jej rodzina korzystała z usług handlarzy kamienic), to będzie to koniec nie tylko HGW, ale samej Platformy Obywatelskiej, która niemal do końca przekonywała o niewinności HGW. Totalna opozycja odpuściła dopiero gdy stało się jasne, że zupa się wylała, a dowody są na tyle przytłaczające, że nie da się już z nimi dyskutować.
Stanie przed komisją

Po wstępnym ujawnieniu treści zeznań, Hanna Gronkiewicz-Waltz przepadła, po prostu zniknęła. Jest nieuchwytna w Ratuszu, nie komentuje również sprawy na Twitterze choć robiła to za każdym razem, gdy posiedzenie miała komisja reprywatyzacyjna. Nie wypowiada się też w rozmowach z dziennikarzami. Czyżby zabrakło jej pomysłów na kontry? Tym bardziej może niepokoić ją fakt, że po raz kolejny zostanie wezwana przed komisję. I jeśli po raz kolejny się nie stawi, to będzie bardzo źle.

Choć kilkukrotnie Hannie Gronkiewicz-Waltz ignorowała wezwania od sejmowej komisji reprywatyzacyjnej i nie stawiała się na posiedzeniach, teraz z pewnością może za to słono zapłacić. Jak poinformował przewodniczący komisji, Patryk Jaki, prezydent stolicy znów otrzyma wezwanie a jeśli – kolejny raz nie przyjdzie – zostanie ukarana na nowych zasadach.

źródło: Fakt.pl, wPolityce.pl, TVP Info

6/.469 – Oliwer Kubicki: Hanna Gronkiewicz-Waltz (HGW) powinna zostać wyrzucona z PO, powinna przestać być prezydentem

publikacja telewizjarepublika.pl , Godz. 8:21 20 grudnia 2017

W poranku Telewizji Republika Aleksander Wierzejski gościł Rzecznika Komisji Weryfikacyjnej, Oliwera Kubickiego. Rozmowę zaczęli od skomentowania artykułu o aferze reprywatyzacyjnej w dzienniki Guardian.

Redaktor przypomniał na początku rozmowy, że gazeta „Guardian” zwykle krytycznie wypowiadająca się na temat Polski tym razem zaskoczyła rzetelnie podeszła do sprawy.

– To prawda, dobrze że czytelnicy mieli okazje do zapoznania się z tym co się dzieje w Warszawie. To smutna sprawa bo wizerunek Polski bardzo na tym ciermi. Ta prawda jest bolesna. Opozycja jak mówi, że działania rządu kompromitują Polskę, to niech spojrzą na swoje działania. Afera reprywatyzacyjna rujnuje wizerunek Polski za granicą. Jak czytają o śmierci Jolanty Brzeskiej, wyrzucaniu ludzi na bruk.. Proponuje opozycji zajęcie się tym a nie reformą krytyką sądownictwa – wciąż pracują Ci, którzy sądzili w czasach PRL. Uznawali, że dokumenty podpisywane przez 130 letnie osoby są prawdziwe. Wystarczy przecież sprawdzić PESEL czy dokument – tego nawet nie robili – powiedział Kubicki.

Aleksander Wierzejski zauważył, że dzięki działaniu Komisji, Hanna Gronkiewicz-Waltz nie została z zarządzie PO. Rzecznik Komisji Reprywatyzacyjnej stwierdził jednak, że to żadna satysfakcja. Ona powinna zostać wyrzucona z PO, powinna przestać być prezydentem i zostać wyrzucona. To że Schetyna pozbył się stronniczki Tuska nie jest sukcesem. Było by jak by ratusz został oczyszczony – stwierdził Kubicki.

Redaktor przypomniał, że jakiś czas temu opinia publiczna dowiedziała się, że Komisja Weryfikacyjna dotarła do ważnych dokumentów. – Tak, te dokumenty świadczą m.in. też o tym, że Waltzowie nielegalnie przejęli tę kamienicę. Andrzej Waltz twierdzi że o tym nie wiedział. Wyroki na Kalinowskiego zniknęły z ministerstwa sprawiedliwości. Komisji udało się dotrzeć w Olsztynie do tego wyroku. Ci którzy usuwali te dokumenty, które świadczą o skazaniu za handlowanie pożydowskim mieniem. Jedną z osób oskarżonych była sędzia. Odbył się proces dyscyplinarny. I tam w dokumentach był tez wyrok na Kalinowskiego. To była ciężka analiza dokumentów, pomyślenie niestandardowe o sprawie. Przez kilka miesięcy ich poszukiwaliśmy. Osoby, które pracują w komisji przeanalizowały 215 tys. stron dokumentów – oświadczył rzecznik.

Na koniec rozmowy redaktor zapytał kiedy dowiemy się o decyzji Komisji odnośnie kamienicy na Noakowskiego. – Możliwe że już z w piątek – oznajmił Kubicki. Komisja może uznać, że nie doszło do nieprawidłowości. A jeżeli uzna inaczej – są 2 alternatywy: nieodwracalna skutki prawne – co poskutkuje nałożeniem Waltzów wypłacenia odszkodowania. Jeżeli nie doszło do nieodwracalnych skutków prawnych, kamienica wróci do miasta – stwierdził Rzecznik Komisji Weryfikacyjnej Oliwer Kubicki.

źródło: Telewizja Republika

7/.469 – “Jak pani wytrzymuje w PO z Gronkiewicz-Waltz? Dowiadujemy się o rzeczach, że aż skóra cierpnie”

publikacja: As 08.09.2017 12:24 TokFM.pl

Nieprawidłowości dotyczące reprywatyzacji “to dla PO bardzo trudna sprawa”. – Będziemy się z tym musieli zmierzyć w kampanii samorządowej – mówiła w TOK FM Małgorzata Kidawa-Błońska. – Czy partia nie powinna ocenić swojej polityczki, kiedy takie rzeczy wychodzą na jaw? – dopytywał Jacek Żakowski.

– Jak pani wytrzymuje z Hanną Gronkiewicz-Waltz w jednej partii, kiedy oglądając obrady komisji weryfikacyjnej słyszy wypowiedzi lokatorów?- pytał Jacek Żakowski Małgorzatę Kidawę-Błońską.

Gospodarz “Poranka Radia TOK FM” przypomniał, jak podczas obrad komisji weryfikacyjnej lokatorzy ze zreprywatyzowanych kamienic opowiadali, że prawnicy reprezentujący władze Warszawy “reprezentowali jednocześnie ludzi ubiegających się o reprywatyzacje”.

– To wszystko dział się pod okiem prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz- podkreślał Żakowski.

– Na pewno trzeba to wyjaśnić. Żałuję, że w mieście nie powstała podobna komisja, złożona z radnych. Ale to nie jest też tak, że cała reprywatyzacja w Warszawie to był jednej wielki przekręt. Część decyzji była wykonywana dobrze – przekonywała Małgorzata Kidawa-Błońska. Choć jednocześnie przyznała, że “brak nadzoru w pewnych sprawach czy zbyt duże zaufanie do urzędników spowodowały, że poczuli się bezkarni”.
Po co czekać?

Zdaniem Jacka Żakowskiego, błędem PO jest nie podejmowanie tematu nieprawidłowości w Warszawie. A prezydent stolicy to przecież jedna z najważniejszych osób w Platformie.

– To dla nie zadziwiające: dowiadujemy się takich rzeczy, że skóra cierpnie, a partia nic – ocenił.

– To nie jest tak. Chcemy to wyjaśnić – zapewniła wicemarszałkini Sejmu. Według Kidawy-Błońskiej, komisję weryfikacyjną Patryka Jakiego powołano głownie po to, by zmniejszyć zaufanie mieszkańców do samorządowców. A wybory samorządowe odbędą się już a niewiele ponad rok.

– Na pewno dla PO to sprawa bardzo trudna, będziemy się z tym musieli zmierzyć w kampanii samorządowej – stwierdziła posłanka Platformy Obywatelskiej.
PiS nie będzie się spieszyć

We wtorek, po wakacjach, wrócą do Sejmu posłowie. Zdaniem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, nieprędko PiS zdecyduje się na przeprowadzenie głosowań w sprawie prezydenckich wet do ustaw o KRS i SN.

Jak tłumaczyła, rządzącym chodzi o to, “żeby mieć czas na negocjacje na temat tego, jak powinny wyglądać ustawy, które PiS jest w stanie zaakceptować”.

Wicemarszałkini Sejmu uważa, że sejmowej większości bardzo trudno będzie przeciągnąć na swoją stronę posłów opozycji, by móc odrzucić prezydenckie weta. Potrzeba do tego 3/5 głosów. PiS z koalicjantami mają 234 posłów . A niektórzy z nich – jak Jarosław Gowin – zapowiedzieli, że nie zagłosują za odrzuceniem prezydenckich wet.

– Mam nadzieję, że przyzwoitość i uczciwość spowoduje, iż posłowie będą uważali ze to weto prezydenta powinno zostać przyjęte. Moim zdaniem nie uda się Prawu i Sprawiedliwości uzbierać większość potrzebnej do odrzucenia. Ale w polityce wszystko jest możliwe – oceniła posłanka PO.

8/.469 – Jak rodzina Gronkiewicz-Waltz sprzedawała pożydowską kamienicę w centrum Warszawy

publikacja: 12 Listopad 2014, godz. 08:02 wprost.pl

Rodzina Hanny Gronkiewicz-Waltz w lutym 2007 r. zarobiła parę milionów złotych na sprzedaży prywatnej spółce pożydowskiej kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 w Warszawie. Waltzowie i ich krewni odziedziczyli większość udziałów w tej nieruchomości po Romanie Kępskim, wuju męża prezydent stolicy. I odzyskali ją od stołecznej gminy w ekspresowym jak na tutejsze warunki tempie.

Sęk w tym, że Kępski nabył udziały w kamienicy, jak wynika z akt policji II RP i peerelowskiej milicji, od szajki oszustów, najprawdopodobniej tzw. szmalcowników. Oszuści bezprawnie przywłaszczyli ją sobie podczas wojny, gdy zginęli albo uciekli jej żydowscy właściciele. Mimo potwierdzających tę wersję dowodów urzędnicy stołecznego ratusza już w III RP dali wiarę fałszywkom wystawionym pół wieku wcześniej przez sprytnych złodziei i w październiku 2006 r. przekazali nieruchomość m.in. Waltzom.
Interes z oszustami

Właścicielami wybudowanego w 1910 r. budynku przy ul. Noakowskiego 16 byli Szlama Oppenheim, Pessa Regirerowa, Artur P. Regirer i Hirsz Freudenberg. Tuż po wojnie jako ich rzekomy pełnomocnik z prawem do swobodnego dysponowania kamienicą objawił się jednak Leon Kalinowski. Do spółki z dwoma kompanami, Leszkiem Wiśniewskim i Janem Wierzbickim, sfałszował zarówno pełnomocnictwo (antydatowane na 30 sierpnia 1939 r.), jak i wiele aktów notarialnych i odpisów z nich. Liczył na bezkarność, bo żydowscy właściciele kamienicy zginęli podczas wojny, a archiwa notariusza, który rzekomo sporządził owe pełnomocnictwo, spłonęły podczas bombardowania.

W grudniu 1945 r. Kalinowski za „szacunkowy milion złotych” sprzedał trzy czwarte kamienicy Romanowi Kępskiemu i jedną czwartą Zygmuntowi Szczechowiczowi. Wtedy okazało się, że żona i spadkobierczyni Szlamy Oppenheima, Maria, przeżyła wojnę i rozpoczęła w 1946 r. starania o zwrot należących do jej rodziny kamienic (w tym tej przy ul. Noakowskiego 16). Wpisała swoje roszczenia do księgi wieczystej nieruchomości. Wkrótce Kalinowskiego, Wiśniewskiego i Wierzbickiego aresztowano za fałszowanie dokumentów (w maju 1950 r. zostali prawomocnie skazani; potem Kalinowski za kolejne oszustwa trafił znów – tym razem na kilkanaście lat – do więzienia).

Co prawda, sąd grodzki w lipcu 1947 r. oddalił wniosek adwokata Marii Oppenheim o wykreślenie Kępskiego i Szczechowicza z księgi wieczystej, ale to orzeczenie zostało zaskarżone. Adwokat poprosił o zawieszenie postępowania do czasu zakończenia procesu karnego Kalinowskiego i jego szajki. Jak wynika z pisma prezydium warszawskiej Rady Narodowej do Wydziału Gospodarki Mieszkaniowej i Terenów z 1 sierpnia 1952 r., toczyła się wtedy sprawa o uznanie za nieważne sprzedaży przez nich kamienic przy ul. Noakowskiego 10, 12 i 16. Została ona zawieszona dlatego, że na mocy tzw. dekretów bierutowskich najpierw stołeczna gmina, a potem skarb państwa przejęły wspomniane nieruchomości. Roman Kępski odwołał się od decyzji nacjonalizującej nieruchomość do Ministerstwa Gospodarki Komunalnej, ale 7 listopada 1953 r. resort podtrzymał decyzję prezydium warszawskiej Rady Narodowej (RN) o przejęciu kamienicy i gruntu pod nią.
Szybka ścieżka

Kępski, który w 1997 r. wszczął w Urzędzie Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast starania o odzyskanie kamienicy przy ul. Noakowskiego 16, o wątpliwościach dotyczących jej prawowitych spadkobierców powinien wiedzieć, gdyż był uczestnikiem kilku postępowań, w których podważano legalność sprzedaży tej nieruchomości w 1945 r. Powinni o tym wiedzieć również warszawscy urzędnicy. Tymczasem w ciągu sześciu lat Kępski, a później jego spadkobiercy uzyskali trzy decyzje niezbędne do odzyskania kamienicy (w tym kluczową decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego). – To ekspresowe tempo. Zwykle tego typu sprawy trwają w Warszawie około 10 lat, a na końcową formalność, czyli decyzję prezydenta miasta czeka się trzy – pięć lat – komentuje Mirosław Szypowski, prezes Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości. Szypowski dziwi się, że SKO, które w wypadku innych osób starających się odzyskać zabrane przez komunę nieruchomości zwykle czepia się najdrobniejszych szczegółów, w ogóle uznało Romana Kępskiego za stronę w postępowaniu, choć z dokumentów wynikało, że tytuł jego własności był oprotestowany, a postępowanie w sprawie unieważnienia zakupu przez niego kamienicy zawieszono tylko z uwagi na przejęcie jej w 1952 r. przez skarb państwa. Co ciekawe, na spowolnienie tempa odzyskiwania kamienicy nie wpłynęła śmierć Kępskiego w 1999 r. Trzy lata później sąd stwierdził ustawowe nabycie spadku po nim przez żonę, brata, dwie siostrzenice i siostrzeńca. Wskutek śmierci części tych osób w następnych latach udziały w kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 przechodziły na kolejnych spadkobierców. Udziały Haliny Kępskiej, żony Romana, po jej śmierci w październiku 2002 r. odziedziczyła m.in. najbliższa rodzina obecnej prezydent Warszawy: siostrzeńcy zmarłej – Janusz Waltz i Andrzej Waltz (mąż Hanny Gronkiewicz-Waltz), jej siostrzenica Barbara Machej oraz Dominika Waltz. Tylko Janusz, Andrzej i Dominika odziedziczyli w sumie prawie 29 proc. udziałów w kamienicy.
Zdążyć przed prawem

Kamienica stoi w bardzo atrakcyjnym punkcie miasta, w centrum, między ulicą Koszykową a placem Politechniki. Zdaniem agentów z biur nieruchomości, rynkowe ceny mieszkań w tej okolicy wynoszą dziś 11-14 tys. zł za 1 m2. Nawet uwzględniając duże koszty wyremontowania kamienicy i urządzenia w niej ładnych apartamentów, wartość budynku (6 tys. m2 powierzchni użytkowej) można oszacować na przynajmniej 30-40 mln zł. Spółka z zagranicznym kapitałem Fenix Capital formalnie nabyła go w lutym 2007 r. od spadkobierców Kępskiego i Szczechowicza (w tym rodziny Waltzów) za – jak wynika z naszych informacji – mniej więcej 8 mln zł. Czy jest możliwe, że transakcji dokonano tak szybko i po tak niskiej cenie dlatego, że zbywcy mogli mieć świadomość wątłości swoich praw do kamienicy? Gdyby rzetelnie wyjaśnić sprawę nieruchomości przy ul. Noakowskiego 16, okazałoby się, że są tylko dwa wyjścia: oddanie jej spadkobiercom prawowitych żydowskich właścicieli albo, w razie braku takowych – skarbowi państwa.
Andrzej Waltz:

“Sprawa kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 jest mi znana od 2002 r., czyli od momentu śmierci Haliny Kępskiej, mojej ciotki (siostry mojej matki). Wówczas powziąłem informację o toczących się postępowaniach dotyczących zwrotu nieruchomości, wszczętych na wniosek Romana Kępskiego. W masie spadkowej po jego żonie znalazły się prawa do wskazanej kamienicy jako część spadku odziedziczonego przez nią po mężu Romanie Kępskim, który był jednym ze współwłaścicieli kamienicy. Od tego momentu sprawą zajmowali się w moim imieniu adwokaci ze względu na to, że prawa spadkowe do tej nieruchomości miało kilkanaście osób z różnych rodzin. Badali oni zgodność dokumentów i decyzji administracyjnych, a nie historię kamienicy. Pan Roman Kępski do końca życia starał się o zwrot swojej własności i sprawy z tym związane były jeszcze za jego życia mocno zaawansowane. Wiele lat trwało sprawdzanie prawidłowości wszystkich dokumentów. Ostateczna decyzja o zwrocie tej nieruchomości została podjęta w okresie, gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński. Fizyczne przekazanie spadkobiercom kamienicy aktem notarialnym zostało dokonane w czasie, gdy komisarzem Warszawy był Kazimierz Marcinkiewicz. Dla wszystkichspadkobierców czy organów administracji publicznej (wojewody mazowieckiego, prezesa Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast), jak i samorządowej (SKO w Warszawie, prezydenta Warszawy), uczestniczących procesie decyzyjnym, było oczywiste, że dokumenty dotyczące tej nieruchomości są w porządku i nie budzą wątpliwości. Wszystkie formalności związane z jej przekazaniem spadkobiercom zostały zakończone, zanim moja żona objęła funkcję prezydenta Warszawy. Zbycie tej kamienicy nastąpiło w wyniku wspólnego aktu notarialnego, podpisanego przez kilkunastu spadkobierców z kilku rodzin. Być może historia kamienicy i inne szczegóły są lepiej znane bezpośrednim spadkobiercom poprzednich właścicieli”.

Tekst ukazał się w numerze 47 /2007 tygodnika “Wprost”.

9/.469 – Miliony na koncie Hanny Gronkiewicz-Waltz!

publikacja: godz. 12:50 25 kwietnia 2017 telewizjarepublika.pl

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz opublikowała oświadczenie majątkowe za zeszły rok. Wynika z niego, że prezydent Warszawy jest … milionerką. Gronkiewicz – Waltz zgromadziła na swoim koncie 3,2 mln złotych. Informację ujawnił “Super Express”.

“Prezydent stolicy Polski w ubiegłym roku zarobiła 159,365 zł brutto. Tu nic nie zmieniło się w porównaniu do 2015 r. Pani prezydent otrzymuje miesięcznie pensję podstawową kwocie 12,000 złotych – i nie jest to najwyższe wynagrodzenie w ratuszu. Najwięcej zarabia skarbnik – 27 000 złotych miesięcznie, dalej są wiceprezydentowie – od 23,000 do 25,000 zł, a końcu sekretarz miasta z 21,000 zł miesięcznie. Zarobki prezydent miasta są ograniczone ustawowo, a wiceprezydenci dodatkowo zasiadają jeszcze w radach nadzorczych miejskich spółek, za co też pobierają wynagrodzenie” – czytamy na se.pl.

Ale co ciekawe, pensja z ratusza to nie jedyny zarobek pani prezydent Warszawy. Drugą pensję ” Gronkiewicz-Waltz otrzymuje z Uniwersytetu Warszawskiego (prowadzi seminaria jako profesor prawa), a ta w minionym roku wyniosła 122,925,78 zł brutto (ok. 10 tys. zł miesięcznie). Dodatkowo zarobiła niespełna 1,8 tys. zł na publikacjach naukowych i prawach autorskich”.

Z opublikowanego oświadczenia majątkowego wynika, że Prezydent Gronkiewicz-Waltz ma aktualnie 3,25 mln złotych oszczędności w gotówce (ponad 350 tys. zł więcej niż rok wcześniej) i 643 tys. zł ulokowane w funduszach inwestycyjnych (tu wzrost o 20 tysięcy). Trochę drobnych w dewizach: 690 euro, 820 dolarów i 420 koron szwedzkich.

I co jeszcze: ZOBACZ CAŁE OŚWIADCZENIE MAJĄTKOWE HANNY GRONKIEWICZ-WALTZ (.PDF)

10/.469 – Śledztwo w sprawie 2,5 mln złotych łapówki. W kręgu podejrzeń Hanna Gronkiewicz-Waltz

publikacja: bz, dm, pw 08.02.2017, 13:40 |aktualizacja: 14:55 tvp.info

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła śledztwo w sprawie przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie 2,5 mln zł przez prezydent m. st. Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz lub jej zastępcę. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, związanego z nieprawidłowościami przy tworzeniu planu zagospodarowania przestrzennego terenu ogrodów działkowych na Saskiej Kępie, złożył w ub. roku stołeczny radny Jan Śpiewak. – Nie przyjęłam korzyści majątkowej wskazanej w zawiadomieniu, które trafiło do prokuratury, ani jakiejkolwiek innej – oświadczyła Hanna Gronkiewicz-Waltz.

– To jest prawdopodobnie jeden z największych przekrętów reprywatyzacyjnych w stolicy. Chodzi o próbę przejęcia prawie 40 hektarów nieruchomości na Saskiej Kępie. To jest grunt warto ponad miliard złotych, na którym jeden z deweloperów chciał wybudować duży kompleks mieszkaniowy – powiedział TVP Info Jan Śpiewak.

– Tam doszło do fikcyjnej reaktywacji belgijskiego przedsiębiorstwa, które ten grunt posiadało przed wojną. To przedsiębiorstwo otrzymało od państwa polskiego rekompensatę. Reaktywacja tej spółki była co najmniej przedziwna. Następnie doszło do próby zwrotu tej nieruchomości. Wtedy Lech Kaczyński był prezydentem i to zablokował. Zwolnił urzędnika, który chciał to zrobić. Wydawało się, że wszystko pójdzie w dobrą stronę, ale przyszła nowa administracja pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, która z jednej strony dokonywała kroków prawnych w celu oddania tej nieruchomości tej fikcyjnie zrealizowanej spółce i z drugiej strony nie chciała uchwalić planu zagospodarowania terenu dla tego miejsca – powiedział radny.

Prezydent Warszawy zaprzecza

– Nie przyjęłam korzyści majątkowej wskazanej w zawiadomieniu, które trafiło do prokuratury, ani jakiejkolwiek innej – oświadczyła w środę prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Zapewniła, że jest gotowa do podjęcia współpracy z prokuraturą. Podkreśliła, że po licznych postępowaniach administracyjnych i sądowych, finalnie Sąd Okręgowy w Warszawie w 2016 roku stwierdził nieważność umowy sprzedaży praw i roszczeń nieruchomości na Saskiej Kępie, a miasto nie musi zwracać tej nieruchomości ani wypłacać za nią odszkodowania.

„Fakty te wprost przeczą logice przyjętej w zawiadomieniu pana Jana Śpiewaka, iż działam na szkodę m.st. Warszawy. Twierdzenia zawarte w tym zawiadomieniu oraz wielokrotnie podawane w dniu dzisiejszym w przestrzeni medialnej, jakobym przyjęła korzyść majątkową, noszą cechy bezprawnego zniesławienia mojej osoby” – dodała prezydent stolicy.

Gronkiewicz-Waltz zaznaczyła, że Jan Śpiewak, składając zawiadomienie, jako jedyne źródło swojej wiedzy wskazał publikację Roberta Prystroma (jak wyjaśnił w rozmowie z PAP Śpiewak – byłego pracownika spółki deweloperskiej, która miała być beneficjentem zwrotu nieruchomości na Saskiej Kępie). Prezydent Warszawy stwierdziła, że publikacja ta w przestrzeni publicznej znajduje się od listopada 2015 roku, o czym, jak zaznaczyła, ona dowiedziała się w środę, „i nie wywołała żadnego zainteresowania mediów ani organów ściągania”. „O braku wiarygodności pana Roberta Prystroma świadczy fakt, że został on skazany wyrokiem z dnia 28 czerwca 2016 roku na karę 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata za zniesławienie” – stwierdziła w oświadczeniu Gronkiewicz-Waltz. Prezydent Warszawy poinformowała, że rozważa również podjęcie kroków prawnych mających na celu ochronę jej dóbr prawnych.

„Decyzja z upoważnienia Lecha Kaczyńskiego”

Wcześniej na Twitterze napisała, że decyzję o zwrocie reaktywowanej spółce nieruchomości, na której są ogródki działkowe na Saskiej Kępie, podjęto z upoważnienia ówczesnego prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego. „Przez ostatnie 10 lat trwało postępowanie sądowe o odzyskanie tych gruntów i jednoczesne niepłacenie odszkodowania. Doszło do tego w XI 2016 r.” – dodała.

Również rzecznik urzędu m.st. Warszawy Bartosz Milczarczyk podkreślił, że decyzję o zwrocie tej nieruchomości podjął Lech Kaczyński, ówczesny prezydent Warszawy. – To dzięki naszej ciężkiej pracy przez kolejne 10 lat, w zeszłym roku udało się finalnie ten temat rozwiązać i zamknąć tę sprawę, tak aby ta nieruchomość nie została przejęta przez reaktywowaną spółkę – powiedział.

Wyraził również przekonanie, że równie szybko, jak zostało to śledztwo z zawiadomienia rozpoczęte, „tak szybko zostanie umorzone”. – Nie ma żadnych działań i zachowań urzędników niezgodnych z prawem – oświadczył.

Prezydent Warszawy lub zastępcy

W postanowieniu z dnia 19 stycznia 2017 r. czytamy, że Prokuratora Okręgowego Warszawa-Praga wszczęła śledztwo w sprawie przyjęcia w nieustalonym miejscu w 2008 r. korzyści majątkowej znacznej wartości w kwocie 2,5 mln zł przez funkcjonariusza publicznego w osobie prezydent m.st. Warszawy lub jej zastępcy w związku z pełnieniem funkcji publicznej, w zamian za zaniechanie realizacji czynności służbowej.

Zaniechanie miało polegać na czasowym powstrzymaniu się od skorzystania z ustawowej kompetencji do wystąpienia z wnioskiem do rady m.st. Warszawy o podjęcie uchwały o przystąpieniu do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu ogrodów działkowych przy Saskiej Kępie w rejonie ul. Kinowej, al. Stanów Zjednoczonych oraz al. Waszyngtona w Warszawie.

11/.469 – publikacja: yelita.pl Hanna Beata Gron­kie­wicz-Waltz (ur. 4 lis­to­pa­da 1952 w War­sza­wie) – ży­dow­ska praw­nicz­ka, eko­no­mis­tka, po­li­tyk, pre­zes Narodowego Ban­ku Pol­skie­go w latach 1992– 2001, prze­wod­ni­czą­ca Ra­dy Po­li­ty­ki Pieniężnej w latach 1998–2001, wiceprezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) w latach 2001–2004, posłanka na Sejm RP V kadencji w latach 2005–2006, od 2 grudnia 2006 prezydent miasta stołecznego Warszawy, wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej.

W 1992 roku zmieniła na stanowisku prezesa NBP, Grzegorza Wójtowicza zamieszanego w aferę Art-B. Tę zmianę koła dobrze poinformowane skomentowały: “zamienił stryjek siekierkę na kijek”.

Kim była Hanna Gronkiewicz-Waltz? Chociaż pochodziła z plemienia Judy, głosiła się gorliwą katoliczką, aktywistką Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, gorąco popieraną przez bpa Dembowskiego, współtwórcę Okrągłego Stołu i zażartego przeciwnika lustracji. Twierdziła, że przed każdą decyzją radzi się Ducha Świętego. Jej katolicyzm mocno przygasł, kiedy na pewnym przedwyborczym wiecu zapytana, do jakiej parafii należy, nie umiała na to odpowiedzieć, a Duch Święty niczego jej nie podszepnął.

We własnoręcznie przez Gronkiewicz-Waltz napisanego życiorysu będącego załącznikiem do podania o przyjęcie na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, w rubryce “nazwisko rodowe matki” zostawiła puste miejsce.

Życiorys Hanny Gronkiewicz-Waltz zawiera zastanawiający epizod. W okresie pierwszej “Solidarności” była tak agresywnie i bezpardonowo atakującą rząd Jaruzelskiego działaczką studencką, że po wprowadzeniu stanu wojennego wszyscy byli pewni, że natychmiast zostanie aresztowana. Ona jednak została przez rząd Jaruzelskiego hojnie nagrodzona zsyłką do Paryża i wysokim stypendium w dewizach na ukończenie studiów na Sorbonie. Należałoby skrupulatnie zlustrować jej teczkę, o ile komisja Michnika gdzieś jej nie “zagubiła”. Byłaby to niepowetowana strata dla historii.

Powołana po Wójtowiczu na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego zaraz pokazała co potrafi. Tę zmianę koła dobrze poinformowane skomentowały: “zamienił stryjek siekierkę na kijek” Wkrótce po jej nominacji amerykański gangster żydowskiego pochodzenia Srul Bogatin, założył w Lublinie bank z kapitałem zakładowym 1.000 ówczesnych złotych tj. 10 groszy. Zaraz po założeniu bank “zachwiał” się i wystąpił o pożyczkę do Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ta zgodnie z nakazami Talmudu natychmiast podparła chwiejącego się gangstera “pożyczką” 100 mln dolarów, wypełniając plemienny obowiązek, choć Bogatin dawał mniejsze zabezpieczenie niż Bagsik i Gąsiorowski.

Gronkiewicz-Waltz dając gangsterowi “pożyczkę” 100 mln dolarów wiedziała, że Stany Zjednoczone występują właśnie do Polski z żądaniem o ekstradycję Bogatina, celem rozliczenia go za oszustwa popełnione na terenie USA, w każdym razie wniosek taki wpłynął i Polska Bogatina wydała do USA, gdzie zainkasował wyrok 15 lat więzienia za oszustwa. Nasze 100 mln dolarów zniknęły podobnie jak te pożyczone Bagsikowi, bo Gronkiewicz-Waltz “zapomniała” upomnieć się o nie w amerykańskim sądzie, popełniając w ten sposób przestępstwo z art. 231 § 1 kodeksu karnego (niedopełnienie obowiązku służbowego połączone z wielką stratą państwa).

Choć Hanna Gronkiewicz-Waltz deklarowała w jednym z wywiadów, że nie ma sobie nic do zarzucenia w żadnej sprawie, a gdyby złamała prawo, to już dawno usłyszałaby zarzuty, to sprawa ta jak bumerang wraca od czasu do czasu przywoływana na arenie politycznej, ale również dzięki dochodzącemu swoich praw w sądzie Olczakowi (akcjonariusz PKBL). Dotychczasowe, przekazywane przez Olczaka zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez grupę osób powiązanych ze sprawą PKBL, w tym byłą prezes Narodowego Banku Polskiego, okazywały się bezskuteczne.

Było tak między innymi przy złożonym przez Tadeusza Olczaka zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa z listopada 2006 r., w przypadku którego, na podstawie postanowienia z dnia 31 stycznia 2007 r. stwierdzono, że opisane w nim okoliczności nie uzasadniają podejrzenia o popełnieniu przestępstwa, a co za tym idzie – odmówiono wszczęcia śledztwa w sprawie. Ostatnią zainicjowaną przez niego sprawą przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz jest oskarżenie przekazane Sądowi Okręgowemu w Lublinie, który następnie przetransferował je do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Zgodnie z prywatnym aktem oskarżenia była prezes NBP miała w sprawie Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie nie dopełniać obowiązków oraz nadużyć swoich uprawnień, a tym samym działać na niekorzyść akcjonariusza banku.

Po tej aferze, otrzymała prawie natychmiastowy awans na prezesa Europejskiego Banku Współpracy i Rozwoju (EBOR) który był nagrodą starozakonnych za jej samarytański uczynek. Od 2001 do 2004 była wiceprezesem ds. zasobów ludzkich i administracji Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. W 2005 wstąpiła do Platformy Obywatelskiej. Zajmowała się przebudową struktur partii w Warszawie. Zaangażowała się w kampanię prezydencką Donalda Tuska w wyborach w 2005.

28 grudnia 2005 została ogłoszona przez Platformę Obywatelską kandydatką w wyborach samorządowych w 2006 na stanowisko prezydenta Warszawy. W I turze wyborów zajęła 2. miejsce, a w II turze pokonała Kazimierza Marcinkiewicza. W związku z wyborem na urząd prezydenta Warszawy wygasł jej mandat poselski. 2 grudnia 2006 została zaprzysiężona na urząd Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy. W 2010 zdecydowała się ubiegać o reelekcję. W pierwszej turze wyborów uzyskała 53,67% głosów, co zapewniło jej utrzymanie urzędu z pominięciem drugiej tury.

Podczas prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz w Warszawie powstało Muzeum Historii Żydów.

Jest również odpowiedzialna za aferę meczetową w Warszawie!

Chcąc uderzyć w rodowitych warszawiaków i ich tradycyjny nurt narodowo-katolicki, wydała zgodę na budowę kolejnego meczetu w Warszawie który ma stać się punktem do islamizacji Warszawy i całej Polski.

Przy rondzie Zesłańców Syberyjskich w Warszawie ruszyła budowa meczetu. Powstaje on głównie dzięki pieniądzom saudyjskiego sponsora, gdzie panuje najbardziej ortodoksyjna wersja islamu – wahabizm!… z którego pochodzi też – Osama bin Laden i Al Khaida – islamskie ugrupowanie terrorystyczne którego głównym celem stało się zwalczanie wpływów Izraela, USA i szeroko pojętego Zachodu w krajach muzułmańskich oraz szerzenie islamu w krajach niewiernych.

W Warszawie istnieje już jeden meczet który w pełni zaspakaja potrzeby muzułmanów przebywających w Polsce i znajduje się w Wilanowie przy ul. Wiertniczej. Należy do Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej, która prowadzi również Centrum Kultury Islamskiej. Gmina z Wiertniczej jest członkiem istniejącego od 1925 r. Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP. Przewodniczącym związku jest mufti Polski Tomasz Miśkiewicz.

Tymczasem meczet przy rondzie Zesłańców Syberyjskich buduje Liga Muzułmańska czyli radykalna islamska organizacja w Polsce której członkami są imigranci z krajów arabskich zwożeni celowo do Warszawy których zadaniem jest islamizacja Polski!

Liga Muzułmańska, zrzeszająca głównie imigrantów z państw muzułmańskich, związana jest z największej siecią europejskich organizacji islamskich FIOE (Federacja Organizacji Muzułmańskich w Europie). Raport sporządzony przez organizacje współpracującą z amerykańskimi służbami specjalnymi twierdzi, że FIOE tak naprawdę reprezentuje w Europie fundamentalistyczne Bractwo Muzułmańskie.

Od początku swego istnienia Bractwo sprzeciwia się świeckim tendencjom w krajach muzułmańskich, odrzucają wpływy zachodnie oraz żądają powrotu do zasad „Koranu” i szariatu. Motto tej organizacji brzmi: Allah jest naszym celem. Prorok naszym przywódcą.” Koran” naszym prawem. Dżihad naszą ścieżką. Śmierć na ścieżce Boga jest naszą jedyną nadzieją.

Silne powiązania łączą przywództwo, centralne instytucje oraz organizacje członkowskie FIOE z Bractwem, jak również z Arabią Saudyjską. Finansowanie FIOE pochodzi głównie ze źródeł w Zatoce, włączając w to niektóre rodziny panujące Zjednoczonych Emiratów Arabskich. FIOE ma silne powiązania z Hamasem i organizacjami finansującymi Hamas, niektóre organizacje członkowskie FIOE są powiązane z Al-Kaidą. Jedną z głównych i zarazem najbardziej znanych instytucji FIOE jest Europejska Rada ds. Analiz i Wydawania Fatw, założona w 1997 roku, której przewodniczy duchowy lider Bractwa Muzułmańskiego szejk Jusuf Al-Qaradawi. Jej fatwy można przeczytać na polecanej przez Ligę Muzułmańską w RP stronie islamonline.net.

Z fatw zamieszczonych na tej stronie dowiemy się, że zabijanie apostatów to czyn pozytywny, lecz nie należy tego robić, ponieważ szkodzi to… wizerunkowi islamu.

Nezar Charif warszawski imam w wywiadzie dla “Dispatch International”powiedział:
“DI”: Co Pan sądzi o fundamentalistycznych sektach islamskich, takich jak salafici czy wahhabici?
Imam Nezar Charif: Fundamentaliści islamscy są wspaniali. Ani dom, ani religia nie są wystarczająco silne bez solidnych fundamentów. Wszyscy muzułmanie są fundamentalistami.
„DI”: Czy chciałby Pan wprowadzenia prawa szariatu w Polsce?

Imam: Ależ oczywiście! Szariat jest taki sam dla wszystkich i dlatego jest lepszy niż polskie i europejskie prawo!

Takie to właśnie przysłowiowe „kukułcze jajo” podrzuciła Gronkiewicz Waltz mieszkańcom Warszawy i Polsce.

Meczet dla imigrantów islamskich zwożonych do Polski ma powstać ze środków radykalnych islamistów (wahabitów) z Arabii Saudyjskiej, patronat nad przedsięwzięciem sprawuje Bractwo Muzułmańskie ale już koszty działalności meczetu i przyszłego getta islamskiego mają pokrywać …polscy podatnicy!

Wprost” ujawniło też kulisy sprzedaży kamienicy, dzięki której rodzina prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz zarobiła kilka milionów złotych. Problem w tym, że prawowitym właścicielem budynku był zupełnie ktoś inny.

Chodzi o sprzedaż prywatnej spółce pożydowskiej kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 w Warszawie. Waltzowie i ich krewni odziedziczyli większość udziałów w tej nieruchomości po Romanie Kępskim, wuju męża pani prezydent stolicy. I odzyskali ją od stołecznej gminy w ekspresowym jak na tutejsze warunki tempie.

Sęk w tym, że Kępski nabył udziały w kamienicy, jak wynika z akt policji II RP i peerelowskiej milicji, od szajki oszustów, najprawdopodobniej tzw. szmalcowników. Oszuści bezprawnie przywłaszczyli ją sobie podczas wojny, gdy zginęli albo uciekli jej prawowici żydowscy właściciele. Mimo potwierdzających tę wersję dowodów, urzędnicy stołecznego ratusza już w III RP dali wiarę fałszywkom wystawionym pół wieku wcześniej przez sprytnych złodziei i w październiku 2006 r. przekazali nieruchomość m.in. Waltzom.

Kamienica stoi w bardzo atrakcyjnym punkcie miasta, w centrum, między ulicą Koszykową a placem Politechniki. Zdaniem agentów z biur nieruchomości, rynkowe ceny mieszkań w tej okolicy wynoszą dziś 11-14 tys. zł za 1 m2. Spółka z zagranicznym kapitałem Fenix Capital formalnie nabyła go w lutym 2007 r. od spadkobierców Kępskiego (w tym rodziny Waltzów) za 8 mln zł.

Hanna Gronkiewicz -Waltz słynie też z hojności w nagradzaniu swoich urzędników kosztem polskich podatników:

24 mln zł – tyle pieniędzy prezydent stolicy, przeznaczyła na nagrody dla dyrektorów miejskich biur i ich zastępców od 2007 do 2012 roku
Od jesieni 2006 roku, gdy objęła fotel prezydenta, wypłaciła urzędniczej armii, bagatela, ponad 318 mln zł nagród.

Na prowadzenie w 2011 i 2012 roku oficjalnych profili na popularnym portalu społecznościowym miasto wydało grubo ponad pół miliona złotych

Najwięcej kosztowało miasto prowadzenie fan page’u w języku angielskim. Za jego utrzymanie ratusz zapłacił ponad 400 tys. zł. Według statystyk „lubi” tą stronę niewiele ponad 44 tys. osób. Druga ważna strona www.facebook.com/warszawa w 2011 roku i części obecnego kosztowała miasto niemal 40 tys. zł. „Polubiło” ją natomiast niecałe 36 tys. osób.
Pluszowe piórniki w kształtach kaczki, misia czy myszki, eleganckie wieczne pióra, a nawet serwisy śniadaniowe z drogiej porcelany to tylko niektóre z pomysłów na gadżety promocyjne jakie chce w 2013 roku zakupić stołeczne buro promocji. Przetarg jest rozpisany na sumę powyżej 200 tys euro co oznacza, że biurokraci chcą wydać nawet milion złotych na wyszukane gadżety.

12/.469 – Hanna Gronkiewicz-Waltz ma gest! 15 000 zł pensji dla koleżanki

publikacja: 2013-05-30 10:53 MOD SE.pl

Była dyrektor mazowieckiego oddziału NFZ z głodu nie zginie. Okazuje się, że zdymisjonowaną w ubiegłym roku Barbarę Misińską (53 l.) po cichutku przygarnęła pod swe skrzydła Hanna Gronkiewicz-Waltz (61 l.). Prezydent stolicy uczyniła ją prezesem nowo powołanej miejskiej spółki leczniczej. Z pensją 15 tys. miesięcznie!

Misińska robotę w NFZ straciła w sierpniu ub.r., po konflikcie z nową prezes funduszu Agnieszką Pachciarz (40 l.). Długo jednak nie siedziała na bezrobociu. Już 5 marca prezydent Gronkiewicz-Waltz powołała ją na stanowisko prezesa zarządu nowej miejskiej spółki: Stołecznego Centrum Leczniczo-Opiekuńczego, które świadczy długoterminowe usługi opiekuńcze. Barbara Misińska nie może narzekać – na nowym stołku zarobi 15 tys. zł brutto miesięcznie. Powołanie spółki i jej władz odbyło się bez rozgłosu, a informacji o pani prezes próżno szukać na stronach nowej spółki.

Władze Warszawy zapewniają jednak, że to świetny wybór, o którym zadecydowało wiele zalet Barbary Misińskiej. – Jej kompetencje medyczne i ekonomiczne, w szczególności doświadczenie uzyskane podczas kierowania Dolnośląską Kasą Chorych, a ostatnio Mazowieckim Oddziałem Wojewódzkim NFZ, a także wiedza podparta praktyką w zakresie restrukturyzacji i przekształceń podmiotów leczniczych – wymienia Agnieszka Kłąb, zastępca rzecznika warszawskiego Ratusza.

Władzom miasta nie tylko nie przeszkadza jej głośna dymisja, ale wręcz dają do zrozumienia, że była ona… niesprawiedliwa. – Rada MOW NFZ, która miała zaopiniować wniosek o jej odwołanie, nie otrzymała dokumentów mających uzasadnić ten wniosek, a zatem Rada nie mogła starannie zbadać sprawy i w konsekwencji nie wydała swojej opinii – dodaje Agnieszka Kłąb.

Misińska podczas pracy w NFZ wyróżniała się m.in. bardzo bliskimi relacjami z ówczesnym prezesem Funduszu Jackiem Paszkiewiczem (51 l.). Ujawniliśmy, że przełożony sprzedał jej po atrakcyjnej cenie działkę (raty rozłożył na 20 lat). Dzięki temu komornik nie mógł zająć jego majątku na poczet długu wobec byłej żony. Misińska dostawała też od Paszkiewicza bardzo sowite nagrody roczne.

13/.469 – Krąg afery Bogatina

publikacja: 29 Listopad 2012 skarbiec.biz

Pierwszy Komercyjny Bank w Lublinie (PKBL) był drugim prywatnym bankiem w Polsce utworzonym po roku 1989, tuż po uchwaleniu prawa bankowego – bank oficjalnie rozpoczął swoją działalność w styczniu 1991 roku.

Drogie akcje mizernej wartości

Sprawa Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie to jedna z najbardziej interesujących, a jednocześnie niestety widowiskowych afer w historii nowożytnego systemu bankowego w Polsce.

Były oszustwa, błyskawiczna ekstradycja amerykańskiego biznesmena, przerażeni klienci usiłujący odzyskać swoje depozyty, denominowanie wartości akcji, ich emisja i sprzedaż, zbycie banku za symboliczną złotówkę, a finalnie – masa niejasności.

Krąg afery Bogatina

Pierwszy Komercyjny Bank w Lublinie (PKBL) był drugim prywatnym bankiem w Polsce utworzonym po roku 1989, tuż po uchwaleniu prawa bankowego – bank oficjalnie rozpoczął swoją działalność w styczniu 1991 roku. Jego założycielem był amerykański biznesmen rosyjskiego pochodzenia David Bogatin, który w roku 1976 wyemigrował z ZSRR do Stanów Zjednoczonych, a następnie w 1988 r. przyjechał do Polski. Agresywna i bardzo ambicjonalna polityka prowadzenia banku przez Bogatina (miał to być m.in. pierwszy komercyjny bank notowany na warszawskiej giełdzie) w czasach transformacji sektora bankowego doprowadziła do gwałtownego rozwoju banku zarówno w obszarze budowy sieci jego oddziałów, jak i wysokości zgromadzonych depozytów. Do czasu…

Szum medialny wokół Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie, którego przetransferowany przez Austrię kapitał założycielski pochodził faktycznie z funduszy kredytu udzielonego przez PKO SA, rozpoczął się w styczniu 1992 roku wraz z serią materiałów prasowych, których autorem był Jacek Łęski – dziennikarz lubelskiego oddziału „Gazety Wyborczej”. Przedstawiane zarzuty dotyczyły nieprawidłowości powiązanych z dokumentacją rejestrową banku, w której dokonano fikcyjnego podwyższenia kapitału banku, oraz podejrzenia o gromadzenie depozytów celem ich późniejszego wyprowadzenia przy pomocy kredytów, które faktycznie nigdy nie miały zostać spłacone.

Nie to jednak było przyczyną zatrzymania Bogatina przez funkcjonariuszy Urzędu Ochrony Państwa jeszcze 31 stycznia 1992 roku. Okazało się bowiem, że biznesmen poszukiwany jest przez władze USA w związku z dokonanymi wcześniej oszustwami podatkowymi (defraudacje przy handlu paliwem i fałszowanie dokumentów), a co za tym idzie – do jego zatrzymania doszło w związku z sygnowanym w 1927 r. traktatem ekstradycyjnym między Polską a USA.

Koniec końców, mimo próby podważenia wniosku o ekstradycję (faktycznie bowiem bilateralny traktat o ekstradycji nie przewidywał przypadku oszustwa podatkowego) Bogatin trafił w ręce władz zza oceanu. Osądzonego wpierw przez sąd stanowy w Albany, a następnie sąd federalny w Nowym Jorku Bogatina, skazanego na karę pozbawienia wolności od 8 do 13 lat (w zależności od sprawowania), osadzono ostatecznie w więzieniu stanowym w miejscowości Otisville. Tu faktycznie ślad po nim zaginął (choć siłą rzeczy Bogatin odsiadywanie wyroku zakończył i jest dziś pewnie wolnym człowiekiem).

Zarząd komisaryczny

Jeszcze przed ekstradycją, w kwietniu 1992 r., posiadający w PKBL większościowy pakiet akcji Bogatin zdołał za cenę 40 miliardów starych złotych odsprzedać 45 proc. Akcji banku Tadeuszowi Olczakowi, który później bezskutecznie starał się od zawartej umowy odstąpić. W czerwcu 1992 r. zarząd banku wystąpił także do ówczesnej prezes Narodowego Banku Polskiego Hanny Gronkiewicz – Waltz z wnioskiem o przeniesienie własności akcji Olczaka na Bogatina, lecz nie uzyskano odpowiedniej zgody.

Transakcja zakupu akcji przez Tadeusza Olczaka istotna jest w kontekście pogarszającej się sytuacji banku. Załamanie się jego kondycji, wywołane aferą Bogatina, panicznym wypłacaniem depozytów przez klientów i ograniczeniem akcji kredytowej, doprowadziło w efekcie do interwencji dokonanej przez władze nadzoru bankowego i Narodowego Banku Polskiego. Na jego wniosek, w lutym 1993 r. ustanowiono w PKBL zarząd komisaryczny.

Dodatkowo spłata zobowiązań Bogatina spowodowała, że zarząd komisaryczny PKBL dysponował 52,5 proc. akcji własnych banku, których jednak nie udało się sprzedać w ustalonym czasie, co było równoznaczne z uzyskaniem przez Olczaka miana większościowego udziałowca Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie.

On sam jednak został zatrzymany przez funkcjonariuszy Urzędu Ochrony Państwa 23 maja 1993 r., a następnie trafił do aresztu w związku z zarzutami (nieprawdziwymi – jak okazało się po kilkunastu latach na mocy prawomocnego wyroku sądu) dotyczącymi kradzieży 348 samochodów; w trakcie przeszukania zajęto m.in. sejf Olczaka, w którym zgodnie z jego wypowiedziami miały znajdować się dokumenty powiązane z PKBL.

Niebagatelna kwota symbolicznej złotówki

W październiku 1993 r., na mocy uchwały Zarządu NBP, zarząd komisaryczny Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie dokonał wspomnianego umorzenia 31 350 akcji własnych banku oraz denominacji akcji należących do Olczaka. Wartość każdej z 27 450 pozostałych akcji serii A spadła w ten sposób z miliona do 40 tysięcy starych złotych – uzyskana w związku z obniżeniem kapitału akcyjnego kwota 57 702 000 000 zł przeniesiona została do kapitału zapasowego banku. Jednocześnie podjęto decyzję o emisji ponad 6 milionów akcji serii B, czyli podwyższeniu kapitału akcyjnego PKBL o kwotę 250 miliardów starych złotych. Wszystkie akcje serii B PKBL przeznaczone zostały dla Narodowego Banku Polskiego, przez co NBP odpowiadał za ponad 99 proc. kapitału akcyjnego banku.

1 lipca 1999 r., po wcześniejszym wykupie akcji PKBL przez Powszechny Bank Kredytowy (PBK), ten oficjalnie przejmuje lubelski bank za niebagatelną kwotę symbolicznej złotówki. Co ciekawe, wcześniejsza umowa sprzedaży PBK pakietu akcji PKBL będących w rękach NBP zakładała przy tym aż dziesięcioletni plan ratalnej spłaty zobowiązania. W ten sposób Powszechny Bank Kredytowy nabył w cenie 4,30 zł 41 649 044 akcje PKBL, stanowiące 99,93 proc. kapitału akcyjnego banku, za kwotę blisko 180 mln zł, a zobowiązanie w stosunku do NBP rozłożone zostało na sześć rat, z których płatność największej raty – stanowiącej 50 proc. wartości akcji – przypadała dopiero na październik 2008 roku. Wymagalność pierwszej z rat następowała przy tym 3 dni od wejścia w życie umowy sprzedaży pakietu akcji z dnia 27 października 1998 r., natomiast pozostałe, 10-procentowe raty płatne były w 2-letnich odstępach – każdorazowo w październiku lat 2000, 2002, 2004 i 2006.

Nic do zarzucenia

Choć Hanna Gronkiewicz-Waltz deklarowała w jednym z wywiadów, że nie ma sobie nic do zarzucenia w żadnej sprawie, a gdyby złamała prawo, to już dawno usłyszałaby zarzuty, to sprawa ta jak bumerang wraca od czasu do czasu przywoływana na arenie politycznej, ale również dzięki
dochodzącemu swoich praw w sądzie Olczakowi. Dotychczasowe, przekazywane przez Olczaka zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez grupę osób powiązanych ze sprawą PKBL, w tym byłą prezes Narodowego Banku Polskiego, okazywały się bezskuteczne.

Było tak między innymi przy złożonym przez Tadeusza Olczaka zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa z listopada 2006 r., w przypadku którego, na podstawie postanowienia z dnia 31 stycznia 2007 r. stwierdzono, że opisane w nim okoliczności nie uzasadniają podejrzenia o popełnieniu przestępstwa, a co za tym idzie – odmówiono wszczęcia śledztwa w sprawie. Ostatnią zainicjowaną przez niego sprawą przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz jest oskarżenie przekazane Sądowi Okręgowemu w Lublinie, który następnie przetransferował je do Sądu Okręgowego w Warszawie w marcu bieżącego roku.

Zgodnie z prywatnym aktem oskarżenia była prezes NBP miała w sprawie Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie nie dopełniać obowiązków oraz nadużyć swoich uprawnień, a tym samym działać na niekorzyść akcjonariusza banku. Jak tym razem zakończy się powództwo? To niestety niejedno pytanie, które w tej sprawie pozostaje bez odpowiedzi…

Piotr Głowacki

źródło: “Gazeta Bankowa”

14/.469 – Milionowe bankowe przekręty pod ochroną Leszeka Balcerowicza i Hanny Gronkiewicz

publikacja: 26 Październik 2010 aferyprawa.pl

Milionowe bankowe przekręty pod ochroną Leszeka Balcerowicza i Hanny Gronkiewicz-Waltz, czyli Bolek i operacje Art B z cyklu “niebezpieczne tematy: polityka, pieniądz i władza…

True fact złodziej story – Andrzej Reymann
Dedykuję sejmowej komisji śledczej ds. prywatyzacji polskich banków.

Nareszcie sejm uchwalił powołanie komisji śledczej ds. szwindli związanych z prywatyzacją i funkcjonowaniem polskich banków. Na Platformę Obywatelską i komuszy pomiot padł blady strach. Komisja zbada, jak to się stało, że aż 70 proc. polskich banków przeszło w ręce zagranicy i jej, a nie nam, przynosi dochody. Zbadane też zostaną różne inne szubrawstwa ludzi Okrągłego Stołu, a wśród nich dwa największe – obok afery FOZZ – przekręty, które naraziły Narodowy Bank Polski na stratę ponad 800 mln dolarów: Balcerowicz jest współwinny utracie 700 mln dolarów, Gronkiewicz-Waltz podarowała amerykańskiemu gangsterowi żydowskiego pochodzenia Srulowi Bogatinowi 100 mln dolarów, a pierwszy po 1989 roku prezes NBP Grzegorz Wójtowicz, “pożyczył” dwom żydowskim oszustom 420 mln dolarów. Balcerowicz jest teraz prezesem Narodowego Banku Polskiego, Hanna Gronkiewicz-Waltz – przewodniczącą sejmowej komisji finansów oraz kandydatem Platformy Obywatelskiej na urząd prezydenta Warszawy, Grzegorz Wójtowicz – członkiem Rady Nadzorczej NBP oraz członkiem Komisji Nadzoru Bankowego. Słowem: właściwi ludzie na “im właściwych miejscach”. Ich historię opowiem w konwencji “true fact złodziej story” – nowego, wynalezionego przeze mnie, a specyficznie polskiego gatunku publicystyki politycznej.

Incipiam [1]. Dwa dni po wyborze Wałęsy na prezydenta na biurku pewnego bardzo wysokiego funkcjonariusza Narodowego Banku Polskiego dzwoni telefon. Jest to numer tajny, znany tylko kilkunastu najwybitniejszym i najbardziej wpływowym osobistościom PRL-bis. Jest ich trzynastu, coś w rodzaju okrągłostołowego trustu mózgów. Oto ich nazwiska w porządku alfabetycznym:1. Berman Jakub, wielokrotny członek Biura Politycznego KC PZPR, wieloletni szef służb bezpieczeństwa PRL, zbrodniarz komunistyczny;
2. Bristigerowa Luna, generał NKWD i dyrektor IV-go departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zarządzającego kulturą;
3. Fejgin Anatol, dyrektor X-go departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, organizator pogromu Żydów w Kielcach w roku 1946, zbrodniarz komunistyczny;
4. Geremek Bronisław, właściwie Szmul Lewartow, syn rabina z Nalewek, były sekretarz POP PZPR na Uniwersytecie Warszawskim, następnie przy Polskiej Akademii Nauk, czołowa postać Okrągłego Stołu;
5. Jaruzelski Wojciech, prezydent kontraktowy, były I sekretarz KC PZPR, nazwany przez Ronalda Reagana sowieckim generałem w polskim mundurze;
6. Kuroń Jacek, członek-aktywista PZPR, twórca “czerwonego harcerstwa”, agent peerelowskich służb bezpieczeństwa, czołowa postać Okrągłego Stołu;
7. Kwaśniewski Aleksander, przyszły prezydent PRL-bis, który okłamał wyborców, że jest magistrem;
8. Mazowiecki Tadeusz, premier, twórca “grubej kreski”, sprawca ohydnej napaści prasowej na ordynariusza kieleckiego bpa Kaczmarka, skazanego przez sąd wojskowy PRL na karę 10 lat więzienia za zdradę PRL;
9. Michnik Adam, recte Aaron Schechter, syn wysokiego funkcjonariusza Komunistycznej Partii Polski, agenta wywiadu ZSRR, skazanego przed wojną przez polski sąd na karę 10 lat więzienia za zdradę i wymienionego z Sowietami na jednego z naszych; szef komisji buszującej po archiwach służb bezpieczeństwa PRL, czołowa postać Okrągłego Stołu;
10. Rakowski Mieczysław, ostatni sekretarz KC PZPR;
11. Strzembosz Adam, prezes Sądu Najwyższego PRL-bis;
12. Urban Jerzy, recte Josek Urbach, minister dezinformacji w rządzie Jaruzelskiego w stanie wojennym, redaktor i wydawca brukowego “Nie”, w którym nazwał Polskę “pierdolonym państewkiem” i “pieprzoną Polską”, ale proces o zniewagę Polski w sądzie PRL-bis wygrał, ponieważ sąd nie dopuścił dowodu z numeru “Nie”, w którym Josek wyznał, że celem jego publicystyki jest “skurwienie Polaków”
13. Wałęsa Lech, prezydent elekt.

Tajny numer Narodowego Banku Polskiego zna też najwyższy Sanhedryn w Nowym Jorku, premier Izraela Ariel Sharon oraz szef Mossadu Ben Gurion. Tak wyglądała scena tuż przed wielkim skokiem “Bolka” na skarbiec NBP. Gdyby ktoś zapytał, co w tym towarzystwie robi samotny goj o nazwisku Lech Wałęsa, odpowiedziałbym, że była to realizacja starej, bermanowskiej zasady: “stać za plecami Polaków, lecz wszystkim kierować”. Zaraz pokażemy, jak to wyglądało w praktyce…
Siedzący przy biurku zrywa się, podnosi słuchawkę i usłyszawszy znajomy głos, którego oczekiwał, woła kordialnie: “Cześć, grabula, Bolek”. Na groźny pomruk z drugiej strony naprawia błąd: “Moje uszanowanko, panie prezy…” – nie kończy, poprawiając się raz jeszcze: “Słucham, panie przewodniczący”. Jego rozmówca rzuca kilka poleceń, na co nasz wyprężony służbiście funkcjonariusz odpowiada: “A więc to już? Tak jest, sprawa załatwiona. Kiedy? Dziś o 18.00? Tak, rozumiem, ciężarówka, będę osobiście”.

Teraz następuje scena jak z gangsterskiego filmu. Punktualnie o godzinie 18.00 na wewnętrzny dziedziniec centrali Narodowego Banku Polskiego w Warszawie wjeżdża duża ciężarówka. W szoferce dwa, biednie ubrane i wyglądające na łapserdaków indywidua, ale strażnicy są spokojni, ponieważ tablice rejestracyjne i typ wozu są podobne do tych, jakich używa armia PRL-bis, a zresztą do ciężarówki podchodzi dobrze wszystkim znany wyższy funkcjonariusz banku. Na dany przezeń znak obsługa szybko wynosi worki z banknotami, które błyskawicznie znikają we wnętrzu wozu. Wreszcie koniec, załadowano bilion złotych, widzowie zaś przypatrują się temu obojętnie, nie zdając sobie sprawy, że są świadkami rabunku tysiąclecia, upozorowanego na “pożyczkę bankową”.

Również kierowcy, którzy właśnie “pożyczyli” sobie bilion złotych, tj. 100 mln dolarów, zachowują się spokojnie. Wiedzą, że niebawem kilkakrotnie powtórzą operację. Ciężarówka wyjeżdża za bramę i wkrótce znika za zakrętem. Po przejechaniu kilku kilometrów stają przy ustronnym skwerku, oglądają się dookoła, włażą do wnętrza ciężarówki, rozpruwają nożem kilka worków, posypują sobie głowy banknotami i śmieją się radośnie. Jeden zostaje na straży cennego ładunku, drugi ładuje do podręcznej torby kilkanaście milionów i idzie na zakupy. Nabywa: 2 koszule non-iron, 2 garnitury, 2 krawaty, 2 pary butów i skarpetki, ręcznik, mydło oraz kilo kiełbasy i pół basa. Po krótkiej wyżerce i ablucjach pod hydrantem zamieniają się w wytwornych dżentelmenów, czyli robią to wszystko, co na ich miejscu zrobiłby pan Nikodem Dyzma. Wkrótce usłyszy o nich cała Polska.

Następnego dnia, przeistoczeni w finansistów, zakładają firmę Art B i ruszają na podbój Polski. Równocześnie zaciągają dalsze “kredyty”, tak, że wkrótce ich suma dojdzie do 4,2 biliona złotych, czyli 420 mln dolarów. Pożyczek udziela im niezmiennie Narodowy Bank Polski, po pierwsze dlatego, że poręczycielem jest “Bolek”, który właśnie sprawuje wysoki urząd, a po wtóre dlatego, że żaden bank komercyjny nie dał się nabrać. Istny “boleksztyk”, zważywszy, że nie mieli żadnego zabezpieczenia i że Narodowy Bank Polski jest bankiem centralnym.

W tym miejscu muszę wyjaśnić, co to znaczy, że NBP jest naszym bankiem centralnym? To taki bank, który kontroluje obieg pieniądza w państwie, emituje go oraz ustala kursy walut, ale nie wolno mu udzielać pożyczek ani firmom, ani osobom prywatnym. Znaczy to, że Narodowemu Bankowi Polskiemu nie wolno było pożyczyć pieniędzy kierowcom tajemniczej ciężarówki i że ci, którzy to zrobili, powinni za to pójść do więzienia.
Ponadto Narodowy Bank Polski był (i jest) takim wyjątkowym i jedynym bankiem centralnym na świecie, któremu nie wolno pożyczać pieniędzy swemu własnemu rządowi. Okrągłostołowym twórcom konstytucji, która tego zakazuje, chodziło o to, aby NBP nie mógł pożyczać pieniędzy polskiemu rządowi na niski procent, ale aby nasz rząd był zmuszony zaciągać pożyczki na lichwiarski procent w bankach powiedzmy eskimoskich. Wicie, rozumicie? To taka prosta metoda eksportowania naszego dochodu narodowego za granicę, wynaleziona już w Starym Testamencie. Do takiego właśnie eksportu złota do Izraela król Salomon namówił królową Sabę. Jeśli do tego dodać, że Salomon wykorzystał królową Sabę także i w inny sposób, to trzeba przyznać, że był wybitnym ekonomistą tamtych czasów. Łebski chłopak.

Interesy Bagsika i Gąsiorowskiego, bo to oni byli łapserdakami z ciężarówki, obracały się wokół wyłudzania pieniędzy od kogo się da oraz wokół korzystnej wymiany złotówek, którymi ich obdarował Narodowy Bank Polski, na dewizy i dzieła sztuki. Spieszyli się bardzo, bo wkrótce zamierzali wyemigrować z naszymi pieniędzmi do Izraela i poprosić tam o azyl polityczny.

Kim byli? Do dnia wizyty w banku nikomu nieznani dwaj lumpenproletariusze, trudniący się grą na weselach. Byli tak biedni, że na wesela jeździli autobusami albo chodzili piechotą – nawet auta nie mieli. Jak doszło do kontaktu naszych weselnych grajków, operujących w rejonie Bielska, z przebywającym na drugim końcu Polski “Bolkiem” – nie wiadomo. W każdym razie nie byle kto mógł nakazać kierownictwu Narodowego Banku Polskiego pożyczenie 420 mln dolarów osobom posiadającym jako cały majątek stary klarnet i zepsuty saksofon, a już z pewnością nie zrobiła tego Główna Babcia Klozetowa Belwederu. Wspólne zdjęcia “Bolka”, Bagsika i Gąsiorowskiego mówią zresztą wszystko.

Rozpoczęli od mocnego uderzenia. Dla kamuflażu zakupili od ręki całą niesprzedaną produkcję Ursusa i zawarli z nim kontrakt na wyłączną sprzedaż polskich traktorów na całym świecie. To ich z miejsca ustawiło. Rozpoczęli też szeroko reklamowaną działalność charytatywną, co było tym łatwiejsze, że rozdawali pieniądze darowane im przez NBP. Dawali na różne szlachetne cele, nawet do 10 mln złotych dziennie! Byli więc bardziej hojni i konkretni od pana Zagłoby, bo ten tylko ofiarowywał królowi szwedzkiemu Niderlandy. Zachwycone społeczeństwo Bielska wybrało Bagsika na radnego miejskiego, okrągłostołowa prasa ogłosiła go zbawcą naszej gospodarki, a tygodnik “Wprost” przyznał mu nagrodę im. Kisielewskiego za wybitne osiągnięcia ekonomiczne.

Wynaleziona przez Bagsika i Gąsiorowskiego metoda robienia banków na szaro była bardzo pomysłowa. Polegała ona na wielokrotnym w ciągu jednego dnia przewożeniu ogromnych kwot z banku do banku i na pobieraniu od każdego banku procentu za jeden dzień trwania lokaty. Ponieważ procent od 1 biliona złotych (tj. 1 tysiąca miliardów złotych) wynosił wtedy 525 mln złotych dziennie(!), czyli równowartość domku jednorodzinnego, a Bagsik z Gąsiorowskim potrafili powtórzyć operację przewozu pieniędzy pomiędzy bankami dwa, trzy, a nawet i cztery razy dziennie, uzyskiwali ogromne nadwyżki ponad procent legalny, sięgające dwu miliardów zł.

Było to dziecinnie proste w dużych miastach, gdzie jest kilka różnych banków, a przede wszystkim dzięki “prezentowi” od Narodowego Banku Polskiego, który w końcu doszedł do gigantycznej kwoty 4.200.000.000.000 zł. W operacji pomagała przychylna obsługa banków, która dziwnym trafem zawsze znajdowała na drodze przenoszenia worków z pieniędzmi do skarbca po kilka “zagubionych” paczek z banknotami. W ten sposób Art B rosło w siłę, a Bagsikowi i Gąsiorowskiemu żyło się coraz dostatniej. Gdyby proceder ten trwał dłużej, polski system bankowy mógłby stanąć na skraju upadłości.

Ale nic nie trwa wiecznie. Niezwykłe powodzenie naszych grajków wzbudziło zazdrość konkurencji, wszczęto śledztwo i ziemia zaczęła się im palić pod nogami. Zaczęli gorączkowo likwidować interesy. Pewnego dnia na pewnym lotnisku wylądował duży samolot transportowy i “nasi” oraz “z naszej łaski” milionerzy załadowali go najcenniejszymi dziełami sztuki, jakie mieli pod ręką, kilkoma tonami banknotów studolarowych i wyfrunęli bezpiecznie do Izraela. Tam poprosili o azyl polityczny, motywując to antysemityzmem polskich władz, które od nich, rdzennych Żydów – o zgrozo – zażądały zwrotu pieniędzy.

Mając taki dowód polskiego antysemityzmu, rząd Izraela podzielił ich słuszne poglądy, bo po pierwsze – jak to już ustalił premier Ariel Sharon – Polacy wysysają antysemityzm z mlekiem matki, a po wtóre, Żydowi nie wolno zaszkodzić interesom innego Żyda, ponieważ zabrania tego ich święta księga – Talmud. Bagsik więc z Gąsiorowskim azyl polityczny otrzymali, pod Jerozolimą zasadzili drzewka w Gaju Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, a od Knessetu dostali najwyższe odznaczenie izraelskie, order “Kantuj Goja”. Za wywiezione z Polski pieniądze kupili sobie mały, ale bardzo zgrabny koncern naftowy, stając się w ten sposób pełnoprawnymi obywatelami atomowego, praworządnego i bardzo pokój miłującego państwa Izrael. Wyfryzowany przez twórców Art B “Bolek” został w Polsce z ręką głęboko zanurzoną w nocniku.

Jestem głęboko przekonany, że tak się to wszystko odbyło. “Bolek” operację Art B zorganizował i uruchomił, uzyskując dla oszustów 420 mln dolarów pożyczek. Otrzymywał za to odpowiedni “odpał”, ale nie przypuszczał, że zagrają na nim jak na fujarze i zostanie wystawiony do wiatru. Teraz musiał jakoś sprawę zaklajstrować.

Tymczasem w kraju wybuchnął skandal. Wszczęto śledztwo i rozesłano za grajkami międzynarodowy list gończy, słowem zrobiono wszystko, aby opinii publicznej wmówić, że postępuje się z całą surowością prawa. Prowadzący śledztwo prokurator zadawał ówczesnemu prezesowi Narodowego Banku Polskiego bardzo podchwytliwe pytania w rodzaju: “Ile księżyców ma Saturn?”, “Jaka jest powierzchnia Pustyni Błędowskiej?”, “W którym roku umarł Aleksander Wielki?” – ani razu natomiast nie zapytał prezesa Wójtowicza, dlaczego wbrew prawu udzielił osobom prywatnym tak wielkich pożyczek i dlaczego – skoro wiedział, że ich całym majątkiem był stary klarnet i zepsuty saksofon – nie zapytał ich, jakie proponują zabezpieczenie. Prokurator zapomniał też zapytać Wójtowicza, kto nakłonił go do udzielenia 22-latkom 420 milionów dolarów pożyczki.

Śledztwo nadzorował minister sprawiedliwości Wiesław Chrzanowski, gorliwy wyznawca Talmudu i rodak Bagsika i Gąsiorowskiego, z plemienia etnicznych koczowników, prawnik stary i doświadczony. Dużego doświadczenia nabył pracując jako tajny agent peerelowskich służb bezpieczeństwa, o czym doniósł Piotr Bączek w znakomitym eseju: “Jak walczono z lustracją”, zamieszczonym w pierwszym numerze “Niezależnej Gazety Polskiej” z dnia 3 marca 2006 r. Publicysta informuje, że minister Macierewicz umieścił Chrzanowskiego wraz z “Bolkiem” na specjalnej liście agentów z nazwiskami “o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa”, przekazanej najważniejszym osobistościom PRL-bis [2].

Ale “Bolek” i Chrzanowski okazali się silniejsi i wszystkie swoje “lustracje” wygrali, a nawet zostali przez PRL-bis uznani za osoby “pokrzywdzone” przez SB. O ich “sile” może świadczyć fakt, że “Niezależna Gazeta Polska” po ukazaniu się pierwszego numeru została zmuszona do zawieszenie swojej działalności.

W rezultacie tak prowadzonego śledztwa nie wykryto w Narodowym Banku Polskim osoby odpowiedzialnej za bezprawne udzielenie dwom oszustom pożyczki w wysokości 420 mln dolarów. Jedynym pozytywnym rezultatem była zmiana na stanowisku prezesa NBP, na którym Grzegorza Wójtowicza zastąpiła Hanna Gronkiewicz-Waltz. Tę zmianę koła dobrze poinformowane skomentowały: “zamienił stryjek siekierkę na kijek”.

Kim była Hanna Gronkiewicz-Waltz? Chociaż pochodziła z plemienia Judy, głosiła się gorliwą katoliczką, aktywistką Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, gorąco popieraną przez bpa Dembowskiego, współtwórcę Okrągłego Stołu i zażartego przeciwnika lustracji. Twierdziła, że przed każdą decyzją radzi się Ducha Świętego. Jej katolicyzm mocno przygasł, kiedy na pewnym przedwyborczym wiecu zapytana, do jakiej parafii należy, nie umiała na to odpowiedzieć, a Duch Święty niczego jej nie podszepnął. Kiedy przed laty agentka “Najjaśniejszej Rzeczypospolitej” [3] dotarła do własnoręcznie przez Gronkiewicz-Waltz napisanego życiorysu będącego załącznikiem do podania o przyjęcie na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, w rubryce “nazwisko rodowe matki” znalazła puste miejsce.

Życiorys Hanny Gronkiewicz-Waltz zawiera zastanawiający epizod. W okresie pierwszej “Solidarności” była tak agresywnie i bezpardonowo atakującą rząd Jaruzelskiego działaczką studencką, że po wprowadzeniu stanu wojennego wszyscy byli pewni, że natychmiast zostanie aresztowana. Ona jednak została przez rząd Jaruzelskiego hojnie nagrodzona zsyłką do Paryża i wysokim stypendium w dewizach na ukończenie studiów na Sorbonie. Należałoby skrupulatnie zlustrować jej teczkę, o ile komisja Michnika gdzieś jej nie “zagubiła”. Byłaby to niepowetowana strata dla historii.

Powołana po Wójtowiczu na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego zaraz pokazała co potrafi. Wkrótce po jej nominacji amerykański gangster żydowskiego pochodzenia Srul Bogatin, założył w Lublinie bank z kapitałem zakładowym 1.000 ówczesnych złotych tj. 10 groszy. Zaraz po założeniu bank “zachwiał” się i wystąpił o pożyczkę do Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ta zgodnie z nakazami Talmudu natychmiast podparła chwiejącego się gangstera “pożyczką” 100 mln dolarów, wypełniając plemienny obowiązek, choć Bogatin dawał mniejsze zabezpieczenie niż Bagsik i Gąsiorowski (stary klarnet i zepsuty saksofon były więcej warte niż 10 groszy).

Czy Gronkiewicz-Waltz dając gangsterowi “pożyczkę” 100 mln dolarów wiedziała, że Stany Zjednoczone występują właśnie do Polski z żądaniem o ekstradycję Bogatina, celem rozliczenia go za oszustwa popełnione na terenie USA – ustali komisja śledcza, w każdym razie wniosek taki wpłynął i Polska Bogatina wydała do USA, gdzie zainkasował wyrok 15 lat więzienia za oszustwa. Nasze 100 mln dolarów zniknęły podobnie jak te pożyczone Bagsikowi, bo Gronkiewicz-Waltz “zapomniała” upomnieć się o nie w amerykańskim sądzie. Czy jej – prawie natychmiastowy po tym zdarzeniu – awans na prezesa Europejskiego Banku Współpracy i Rozwoju (EBOR) był nagrodą starozakonnych za jej samarytański uczynek, trudno dociec, w każdym razie awansu tego nie usprawiedliwiały ani kwalifikacje zawodowe, ani tym bardziej moralne, nawiedzanej Duchem Świętym finansistki. Platforma Obywatelska proponuje nam teraz takiego kandydata na urząd prezydenta Warszawy. Piskorski przy niej to anioł!

Przenieśmy się teraz do Izraela, gdzie Bagsik i Gąsiorowski konsumują nasze 420 mln dolarów. Bagsik zastanawia się jeszcze co robić, a w przerwach jeździ na narty w szwajcarskie Alpy, Gąsiorowski zaś już uruchomił nowy geszeft. Polegał on na elektronicznym nabijaniu w butelkę żydowskich posiadaczy kart kredytowych. Zapomniał biedak, że w Talmudzie, oprócz religijnego obowiązku kantowania gojów, szczególnie miłego ich Bogu, znajduje się też zasada: “oko za oko i ząb za ząb”, a Żydzi są bezlitośni dla tych, którzy ich oszukują. Skazany za oszukiwanie Żydów na 30 lat ciężkiego więzienia Gąsiorowski pisze teraz rozpaczliwe listy do różnych organizacji praw człowieka uskarżając się, że w więzieniu, w którym go osadzono, żyją ogromne karaluchy.

Inaczej potoczyły się losy Bagsika. Przed kilkoma laty Żydzi oskarżyli Szwajcarów o przechowywanie skradzionego im złota. Przy najbliższym pobycie w Szwajcarii Bagsik został aresztowany przez Interpol i – ku ogromnej konsternacji “Bolka”, polskiego wymiaru niesprawiedliwości i okrągłostołowych establish-mętów – wydany Polsce. Ta nolens volens musiała go przyjąć i zrobić proces.

Ale Bagsik to spryciarz nad spryciarze. Na wszelki wypadek pozostawił w Izraelu nagrane zeznanie kto, jak i kiedy dopomógł mu pożyczyć w Narodowym Banku Polskim 420 mln dolarów. PRL-bis nie mogła sobie pozwolić na ujawnienie tej prawdy. Na procesie Bagsik niczego o “Bolku” nie powiedział i za to został skazany tylko na 9 lat więzienia, przy czym sąd nie nakazał mu zwrócenia ukradzionych Narodowemu Bankowi Polskiemu pieniędzy, których kwota urosła w międzyczasie dzięki odsetkom do ponad 800 mln dolarów. Teraz złodziej jest już na wolności razem z naszymi milionami.

Tu znów winien jestem Czytelnikowi krótkie wyjaśnienie. Od czasów Hammurabiego, tj. od prawie 5000 lat, kodeksy wszystkich państw cywilizowanych zawierają przepis, że kiedy złodziej zostaje skazany za kradzież, sąd przysądza zarazem okradzionemu zwrot tego, co mu złodziej ukradł. Przepis taki istnieje także w polskim prawie karnym, które w artykule 52 kodeksu postępowania karnego zobowiązuje sąd, kiedy okradzionym jest państwo, do przysądzenia mu z urzędu zwrotu złodziejskiego łupu. Ale w procesie przeciw Bagsikowi o kradzież 420 mln dolarów i sędziowie, i prokuratorzy wszystkich instancji, z Sądem Najwyższym włącznie, postąpili wbrew prawu, robiąc złodziejowi prezent z naszych pieniędzy. Obowiązku upomnienia się o zwrot 800 mln dolarów nie dopełnił także obecny prezes Narodowego Banku Polskiego, eks-towarzysz Leszek Balcerowicz, popełniając w ten sposób przestępstwo z art. 231 § 1 kodeksu karnego (niedopełnienie obowiązku służbowego połączone z wielką stratą państwa), za co powinien zostać skazany na karę dożywotniego więzienia. Ścigani też powinni być sędziowie i prokuratorzy, którzy sądzili Bagsika.

Kim jest Leszek Balcerowicz, jeszcze obecny prezes Narodowego Banku Polskiego? Był aktywistą ZMP [4], później PZPR, w końcu lektorem KC PZPR i nauczał partyjniaków z KC o wyższości ustroju komunistycznego nad kapitalistycznym. Po transformacji przepoczwarzył się gładko w wielbiciela gospodarki rynkowej i kapitalizmu z szybkością charakterystyczną dla pozbawionych skrupułów karierowiczów. Teraz głosi tezy wręcz przeciwne. Pewnie dlatego międzynarodowe koła finansowe dostrzegły w nim narzędzie przydatne dla ich celów, bardzo mocno go popierając.
Kiedy Bagsika postawiono przed sądem, on, prezes NBP, nie zrobił nic, aby odzyskać pieniądze ukradzione jego bankowi, nie podjął także próby odzyskania pieniędzy, ukradzionych Narodowemu Bankowi Polskiemu przez gangstera Bogatina. Z całą bezczelnością głosi się strażnikiem praworządności i niezależności Narodowego Banku Polskiego. Wtóruje mu chór postkomunistycznych złodziei, okrągłostołowców i polskojęzycznych mediów. Sejmowa komisja śledcza ds. funkcjonowania polskich banków będzie miała co robić.

Przekrętów w dziedzinie bankowości było wiele. Polska i jej obywatele byli rabowani i eksploatowani przez polski system bankowy na wszelkie możliwe sposoby. Nasze banki przeszły w obce ręce w bardzo podejrzanych okolicznościach. Opłaty, jakie pobierają za swe usługi, są z reguły kilkakrotnie wyższe niż w innych krajach. Procenty od udzielanych pożyczek są lichwiarskie. Stosowana jest stopa procentowa hamująca rozwój naszej gospodarki. Nasze rezerwy dewizowe są przechowywane w obcych bankach za granicą na bardzo niski procent, gdy równocześnie nasz rząd musi zaciągać pożyczki, często w tych samych bankach zagranicznych, na procent dużo wyższy od tego, który otrzymujemy za ulokowane tam kapitały. Naszych niemałych rezerw dewizowych, wynoszących ponad 30 mld dolarów, nie wykorzystuje się na inwestycje, przyspieszenie rozwoju lub podwyżki płac.

Dzięki balcerowiczowskim reformom obrabowano miliony Polaków. Tym, którzy mieli oszczędności i należności u państwa, pieniądze zdewaluowały się prawie do zera, ci natomiast, którzy mieli u państwa długi, zostali doprowadzeni do ruiny dzięki galopującemu wzrostowi oprocentowania. Byli i tacy, którzy do zaciągniętych pożyczek dopłacili całym majątkiem, stracili wszystko i dziś wegetują na łasce rodziny. Ich perypetie zasługiwałyby na osobne opracowanie.

Wyrażam nadzieję, że sejmowa komisja śledcza ds. funkcjonowania polskiego systemu bankowego ujawni całą prawdę o aferach w polskich bankach i weźmie pod uwagę niniejszy artykuł, który jej dedykuję.
[1] zaczynam (łac.)
[2] Piotr Bączek: “Jak walczono z lustracją”. “Niezależna Gazeta Polska” nr 1/2006.
[3] Była nią współredaktor “Najjaśniejszej Rzeczypospolitej” Stanisława Reymann, moja Matka.
[4] Związek Młodzieży Polskiej (komuniści); należeli do niego: Kwaśniewski, Michnik, Kuroń, Borowski i im podobni.
True fact złodziej story Gazeta Ogólnopolska
Zobacz inne artykuły tego autora: Andrzej Reymann
Przejdź do działu Komentarze polityczne
Gazeta Ogólnopolska

Każdy autor sam odpowiada za głoszone przez siebie poglądy. Redakcja Gazety Ogólnopolskiej nie deklaruje ani nie narzuca autorom jednolitego światopoglądu. Jedyne ograniczenia, to osobista uczciwość i ogólnie obowiązujące prawo. Celem Radakcji jest prezentacja jak najszerszej gamy punktów widzenia. Ich ocenę pozostawiamy Czytelnikom.
Gazeta Ogólnopolska wydawana jest przy Stowarzyszeniu Publicystów i Dziennikarzy SPiD

15/.469 – Po prowokacji niezalezna.pl: zawiadomienie do prokuratury przeciwko Gronkiewicz-Waltz

publikacja: 22.09.2013, godz. 09:20 niezalezna.pl

Informuję o dokonaniu przestępstwa wyczerpującego znamiona określone w art. 231 KK i na podstawie art. 303 KPK, wnoszę o wszczęcie i przeprowadzenie w niniejszej sprawie postępowania karnego – napisał Oskar Możdżyń z Sosnowca w piśmie do Prokuratury Rejonowej Śródmieście Warszawa. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa przez prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz i jej “prawą rękę” Jarosława Jóźwiaka, to wynik dziennikarskiej prowokacji dokonanej przez dziennikarza portalu niezalezna.pl


Każda władza deprawuje. Władza absolutna, deprawuje absolutnie. Politycy PO poczuli się w ostatnim czasie jakby mieli władzę absolutną. Byli pierwszym rządem, który nie tylko dotrwał do końca pełnej kadencji, ale również wygrał reelekcję. Mają sejm, senat, większość miast, urząd prezydenta i wszystkie instytucje
– pisze na stronie maszprawo.org mieszkaniec Sosnowca, uzasadniając swoje pismo. Pod tekstem znalazł się skan zawiadomienia: skan z www.maszprawo.org.pl

Jak podkreśla Oskar Możdżyń, w jego ocenie
“doszło do popełnienia przestępstwa z art. 231 KK, czyli przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i działania na szkodę interesu publicznego lub prywatnego”. – Z dużym prawdopodobieństwem przestępstwo to zostało popełnione w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej – dodaje autor zawiadomienia.


Absolutystyczne zapędy PO doskonale widać na przykładzie referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Osobiście uważam, że nadużycia, które mają miejsce kwalifikują się na Trybunał Stanu. Najpierw poseł Halicki próbował storpedować zatwierdzanie podpisów zebranych pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum powołując się na banalne, formalne uchybienie. Później premier zapowiedział, że ma zamiar powołać ewentualnie odwołaną prezydent Warszawy, na stanowisko komisarza, czyli innymi słowy ma głosujących w d… Widać tu przynajmniej pewną ciągłość po zmieleniu 750 tys. podpisów zebranych przez PO (sprawę nagłośnił redaktor Sekielski). W dalszej kolejności rada miasta Warszawy próbowała zaniechać utworzenia zamkniętych obwodów wyborczych. Dopiero interwencja komisarza wyborczego dała efekt
– przypomina działalność warszawskiej Platformy Obywatelskiej, Oskar Możdżyń.


Najnowszym wyczynem rządzącej partii jest ograniczenie interwencji nielubianej straży miejskiej. Jak wynika z relacji komendanta Zbigniewa Leszczyńskiego, na żądanie Jarosława Jóźwiaka, prawej ręki Hanny Gronkiewicz-Waltz liczba interwencji spadła o połowę. Komendantowi było to nie w smak, niemniej jednak podporządkował się swojej bezpośredniej przełożonej, którą zgodnie z art. 7 ust. 2 Ustawy o strażach gminnych jest Hanna Gronkiewicz-Waltz
– dodaje w swoim tekście

ze źródła: maszprawo.org

16/.469 – Rozkaz z ratusza: Do referendum mniej mandatów! [PROWOKACJA DZIENNIKARSKA NIEZALEZNA.PL]

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz by ratować swoje stanowisko, ucieka się do działań na granicy prawa. Ratusz naciskał na Straż Miejską, by do referendum ograniczyła liczbę wystawianych mandatów – dowiedział się portal niezalezna.pl. Za pomocą dziennikarskiej prowokacji uzyskaliśmy ostateczny dowód. W nagranej rozmowie komendant Zbigniew Leszczyński potwierdził nasze informacje.

Podając się za jednego z radnych Platformy Obywatelskiej, zadzwoniliśmy do komendanta Straży Miejskiej m.st. Warszawy. W rozmowie Leszczyński potwierdza, że Straż Miejska podjęła decyzję by do czasu warszawskiego referendum ograniczyć liczbę mandatów. – Blokady są zakładane tylko w strefie płatnego parkowania. Jeżeli moi to zakładają, to na zlecenie ZDM-u, gdzie jest nieopłacone. Nigdzie indziej nie zakładają – zapewnia w rozmowie z dziennikarzem, podającym się za radnego PO.

Jak można usłyszeć na nagraniu, szef Straży Miejskiej nie ukrywa swojego zdenerwowania strategią referendalną ratusza. Sami funkcjonariusze straży w anonimowych rozmowach są oburzeni faktem, że są wykorzystywani w celach politycznych.

– Zrobiliśmy takie ograniczenia, że teraz strażnicy sami tego nie robią. To jest drugie tyle [mandatów]. Mandaty zostały ograniczone, więcej zejść nie mogę. Porozmawiam na ten temat z szefową, będzie taka chryja [medialna] w drugą stronę, że to głowa mała – denerwował się szef Straży Miejskiej, przypominając że dostaje dziennie 700 skarg od mieszkańców, a musi teraz ograniczyć liczbę mandatów o połowę.

– Dziennie holowaliśmy 80 samochodów w całej Warszawie, a w tej chwili 30 – przypomina komendant. – Zejść z tego nie mogę, bo to są zgłoszenia od mieszkańców i (…) zaraz będę miał chryję z drugiej strony. Ja muszę wszystko wyważyć, bo… to nie jest tak że ktoś sobie postawi, że ja mogę zejść z tego. Wiecie jaka będzie chryja jak ja w ogóle nie będę tego robił? Nie macie wyobraźni że będzie taka awantura, że to głowa maładenerwuje się komendant Leszczyński.

To nie jest to, że moi sobie pojadą i oni tylko wyczekują na takie sytuacje. Mam ok. 600 do 700 zgłoszeń do mieszkańców. Ja muszę to wyważać i tak to jest robione. Na pewno tego nie robię, żeby strażnicy sobie sami chodzili. Nie mogę ograniczyć gdy to jest ewidentne. (…) Nie przesadzajcie, co ja zrobię gdy ktoś powie, że dzwonił tyle razy i nikt nie przyjechał? Jak mam to zrealizować? Nie odbierać telefonu? – denerwuje się szef Straży Miejskiej.

Pod koniec rozmowy komendant Zbigniew Leszczyński zapowiada, że jak się opinia publiczna dowie o tym jak Straż Miejska ratuje Hannę Gronkiewicz-Waltz, to zostaną “rozjechani przez media”.

 

Powiedział Komendant >>>

– Gdzie jest ograniczenie, o którym Jarek Jóźwiak [prawa ręka Hanny Gronkiewicz-Waltz w Ratuszu – przyp. red.] mówił?
– Są ograniczenia tak, że strażnicy w ogóle sami tego nie robią. To jest drugie tyle.
– Szefowa z panem w ogóle cokolwiek rozmawiała? Jarek Jóźwiak zapewniał, że będzie ograniczenie pełne. Mówił, że proszę się nie przejmować, że do referendum załatwione. Mówił mi wyraźnie.
I tak jest ograniczone, jeżeli holowane było dziennie około 70-80 samochodów w całej Warszawie, a w tej chwili ok. 20-30. To są tylko te, co jest potrzebne, co muszą już wyjechać i to są ze “zgłoszeniówki”. Nie zostało ograniczone? Mam panu jeszcze mówić o parkowaniu? Przecież ja tego nie powiem oficjalnie. Chce pan to powiedzieć?
– Mogę powiedzieć
To następnego dnia będziemy rozjeżdżani przez media w drugą stronę.
(…)
– Czy nie możemy czegoś jeszcze zrobić do referendum?
– Co pan chce żebym jeszcze zrobił?
– Ja nie wiem, wiem tyle co mnie Jóźwiak zapewniał
– A co Jóźwiak? Wie pan co, ja zaraz zadzwonię do niego i zaraz mu powiem parę słów na ten temat, albo do szefowej.

źródło: [niezalezna]

17/.469 – HGW zniknęła. Oskarżony opowiedział o przekrętach w ratuszu i pociągnął ją na dno

Hanna Gronkiewicz-Waltz przepadła! Prezydent Warszawy znalazła się w ogromnych tarapatach po tym, jak swoje zeznania złożył znany mecenas, oskarżony o czynny udział w złodziejskiej reprywatyzacji. 

Gronkiewicz-Waltz już się nie wywinie! – podaje z całą pewnością dziennik „Fakt”, który należy raczej do tytułów niezbyt przychylnych rządowi. Wszyscy już mają pewność, że sytuacja niedawnej w-ce przewodniczącej Platformy Obywatelskiej jest tragiczna.

HGW w tarapatach

Musiałby się stać cud, żeby Hanna Gronkiewicz-Waltz udowodniła swoją niewinność. Zwłaszcza po dzisiejszych zeznaniach, które są obciążające dla najbliższych współpracowników prezydent Warszawy i dla niej samej.

Choć stanowisko Ratusza od miesięcy się nie zmienia, nowe fakty nie pozostawiają wątpliwości. Narracja Hanny Gronkiewicz-Waltz brzmi następująco: Ratusz nic o reprywatyzacyjnych przekrętach nie wiedział.

Jednak teraz okazuje się, że wiedział. I to aż za dobrze. W sprawę zamieszani są bowiem ważni urzędnicy przy Hannie Gronkiewicz-Waltz. Na stronie TVP Info pojawiła się sugestia, że handlarz kamienic korumpował ludzi w Ratuszu. Potwierdzają to zeznania kluczowego świadka-oskarżonego.

Obciążające środowisko Hanny Gronkiewicz-Waltz zeznania złożył dziś mec. Robert N. Mężczyzna jest w areszcie w związku z aferą reprywatyzacyjną. Już wkrótce poznamy ich treść. – Myśmy się spodziewali tego, że ten krąg milczenia zostanie przełamany, że ktoś siedząc w areszcie we Wrocławiu zacznie „sypać” i te informacje zostaną ujawnione: w jakiej skali, kto otrzymywał łapówki i w jakiej wysokości – powiedział w rozmowie z TVP Info Jan Popławski, prawnik, członek Stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze”. – To była kwestia czasu – dodał.

Mafia u HGW

– Z tych zeznań, do których dotarliśmy, a które jutro bardzo szeroko będzie można przeczytać w tygodniku „Sieci” wynika jedno: warszawski ratusz i mafia w białych kołnierzykach tworzyli jedno wielkie bagno reprywatyzacyjne, w którym 20 tys. zł łapówki to grosze. W materiałach, które będziemy publikować, (łapówki – red.) idą już w grube miliony – powiedział dla TVP Info Wojciech Biedroń z portalu wPolityce.pl.

– To wszystko działo się niemal pod nosem Hanny Gronkiewicz-Waltz – dodał Biedroń. Faktem jest, że gdy Hannie Gronkiewicz-Waltz zostanie udowodniony udział w tej aferze (a jej rodzina korzystała z usług handlarzy kamienic), to będzie to koniec nie tylko HGW, ale samej Platformy Obywatelskiej, która niemal do końca przekonywała o niewinności HGW. Totalna opozycja odpuściła dopiero gdy stało się jasne, że zupa się wylała, a dowody są na tyle przytłaczające, że nie da się już z nimi dyskutować.

Stanie przed komisją

Po wstępnym ujawnieniu treści zeznań, Hanna Gronkiewicz-Waltz przepadła, po prostu zniknęła. Jest nieuchwytna w Ratuszu, nie komentuje również sprawy na Twitterze choć robiła to za każdym razem, gdy posiedzenie miała komisja reprywatyzacyjna. Nie wypowiada się też w rozmowach z dziennikarzami. Czyżby zabrakło jej pomysłów na kontry? Tym bardziej może niepokoić ją fakt, że po raz kolejny zostanie wezwana przed komisję. I jeśli po raz kolejny się nie stawi, to będzie bardzo źle.

Choć kilkukrotnie Hannie Gronkiewicz-Waltz ignorowała wezwania od sejmowej komisji reprywatyzacyjnej i nie stawiała się na posiedzeniach, teraz z pewnością może za to słono zapłacić. Jak poinformował przewodniczący komisji, Patryk Jaki, prezydent stolicy znów otrzyma wezwanie a jeśli – kolejny raz nie przyjdzie – zostanie ukarana na nowych zasadach.

źródłoFakt.pl, wPolityce.pl, TVP Info

18/.469 – ,,Czy prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz nagradzała za przekręty?” Rafał Trzaskowski w TVN w prosty sposób wytłumaczył prezydent Warszawy

,,Fakt” przynosi sensacyjne informacje. – Czy prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz nagradzała za przekręty? – pyta. W studiu TVN próbował jej bronić Rafał Trzaskowski.

Komisja weryfikacyjna udowadnia, że co najmniej od 2006 r. urzędnicy warszawskiego ratusza, naruszając prawo, wydawali decyzje zwrotowe kamienic. Tymczasem w tym samym czasie mieli być również… nagradzani. Jak zaznacza dziennik – sowicie, wyliczając:

Nagrodę w wysokości 218 tys. zł otrzymał Jakub R., główny podejrzany w sprawie korupcji w warszawskim Ratuszu. Inni nagrodzeni to Kamil D. (48 tys. zł) i Krzysztof R. (66 tys. zł). Najwięcej miał dostać były dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami w urzędzie miasta Marcin Bajko, ale akurat on nie usłyszał zarzutów.

A to tylko bilans za lata 2007-2013 – nieznane są informacje za okres 2013-17.

Jak tłumaczy to Rafał Trzaskowski, kandydat na prezydenta Warszawy?

Pani prezydent się pomyliła

– powtarzał kilkukrotnie.

Szkoda, że państwo polskie nie jest tak pobłażliwe dla zwykłych obywateli, których zmagania z państwową biurokracją lub systemem sądowniczym kończą się często tragicznie…

źródło: Fakt / Do Rzeczy / Twitter

19/.469 – Arogancka Gronkiewicz-Waltz nie będzie rozmawiać z poszkodowanymi kupcami zamurowanymi w podziemiach Dworca Centralnego.

publikacja: 09 Styczeń 2013 aferyprawa.eu

Kilkanaście radiowozów policyjnych otoczyło budynek w którym znajduje się gabinet prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Policja weszła na teren budynku, by usunąć z niego protestujących kupców z pawilonów w podziemiach przy Dworcu Centralnym.

Policja zagroziła przedsiębiorcom siłowym rozwiązaniem. Przestraszeni przedsiębiorcy zostali wyprowadzeni przed gmach. Funkcjonariusze spisali ich personalia i wezwali na komisariat policji. Mają stawić się na posterunku jutro o godzinie 8.

Przypomnijmy siedmioro kupców z pawilonów w podziemiach przy Dworcu Centralnym weszło do gabinetu prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Przedsiębiorcy żądali uchylenia decyzji administracyjnej, która doprowadziła m.in. do drastycznej podwyżki stawek czynszu dla wynajmowanej przez ich powierzchni. Domagali się również dymisji odpowiedzialnych urzędników.

Konflikt pomiędzy spółką prywatną Warszawskie Przejścia Podziemne (WPP) a handlowcami trwa od kilku lat. Podległy pani prezydent Warszawy Zarząd Dróg Miejskich bezprawnie zezwolił, by prywatna firma działała na terenie należącym do miasta i czerpała z tego ogromne zyski.

Protestujących we wtorek odwiedzili m.in. warszawscy posłowie Prawa i Sprawiedliwości: Małgorzata Gosiewska, Adam Kwiatkowski, Artur Górski i Przemysław Wipler. Posłowie zwrócili się do władz Warszawy o organizację okrągłego stołu dla warszawskiej drobnej przedsiębiorczości.

„Zamurowani” kupcy przy Dworcu Centralnym
„Zamurowani” kupcy przy Dworcu Centralnym – niezalezna.pl
foto: Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Nasila się konflikt kupców z pawilonów w podziemiach przy Dworcu Centralnym z miastem. Kilku z nich zostało zamurowanych w pawilonie. Kupcy od kilku miesięcy „okupują” lokal protestując przeciwko drastycznym podwyżkom stawek czynszu i polityce miasta.

Na miejscu jest Małgorzata Gosiewska. – To kolejny drastyczny etap represji w stosunku do kupców – mówi posłanka PiS.

Gipsowo-kartonowa ściana pojawiła się w przejściu podziemnym w czwartek rano. W taki sposób robotnicy „zamurowali” lokal, w którym niedawno sprzedawano pamiątki. Miejsce zabezpieczają ochroniarze, którzy we według relacji świadków zachowują się arogancko. Nie zgodzili się na przyniesienie przenośnej toalety dla protestujących.

Konflikt kupców z miastem zaczął się w czerwcu 2012 roku, kiedy skończyła się obowiązująca od blisko 20 lat umowa na dzierżawę lokali. Zarząd Dróg Miejskich, który odpowiada za teren podpisał umowę ze spółką Warszawskie Przejścia Podziemne. Nowy zarządca podniósł stawki czynszu, w wielu przypadkach, nawet kilkakrotnie

 

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Specify Facebook App ID and Secret in Super Socializer > Social Login section in admin panel for Facebook Login to work

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *